W tworzeniu się lokalnej tożsamości mieszkańców – tak ważnej dla zachowania ciągłości oraz uodpornienia na kryzysy – niebagatelną rolę odgrywają architektura i urbanistyka. Tym bardziej zakorzenią się one wprzestrzeni, im większy będzie udział społeczności w kształtowaniu lokalnych reguł. Zgodnie z zasadą nic o nas (i dla nas) bez nas – konsultacje powinny mieć stałe miejsce w ważnych interwencjach krajobrazowych. Rola architekta, jako przewodnika, tłumacza i negocjatora, jest tu nie do przecenienia. Takie spotkania nie tylko owocują dobrymi projektami, lecz także pokazują, że zaufanie publiczne rodzi się z dialogu, a nie zdefinicji zawodu. Partycypacja społeczna powinna bezsprzecznie zająć ważne miejsce w polityce architektonicznej, aby przekształcana przestrzeń odpowiadała na rzeczywiste potrzeby jej użytkowników, była przez nich szanowana i traktowana jako wartość.
KRONIKA IARP

OD IDEI DO PROCEDUR. I Z POWROTEM?
Tekst: Maciej Frąckowiak, Aleksandra Wasilkowska
Dziesięć lat temu partycypacja obiecywała nową architekturę – bardziej otwartą na społeczność i współpracę między dyscyplinami. Skłaniała też do rozmów o powinnościach architektury i zmieniających się środkach jej wyrazu. Tę debatę zaczęły jednak napędzać inne zjawiska: cyrkularność, wyzwania klimatyczne, odporność, różnorodność społeczna i bioróżnorodność. I tak, z hasła działającego na wyobraźnię, partycypacja stała się procedurą.
W jaki sposób wpłynęło to na jej cele? Na takie pytanie trudno jest odpowiedzieć jednoznacznie, także dlatego, że w momencie sproceduralizowania partycypacja rozpadła się na wiele praktyk. Przed debatą, która odbędzie się na Kongresie Architektury Polskiej 2026, postanowiliśmy więc porozmawiać z osobami, które wdrażają związane z tą dziedziną ideały w różnej skali (od zespołów budynków po miasto) i z różnych pozycji: urzędniczej, konsultacyjnej, aktywistycznej, mediatorskiej. Fragmenty wywiadów z Agatą Twardoch, Moniką Arczyńską, Maciejem Siudą i Ludwiką Ignatowicz, obrazujące te zróżnicowania, zostaną opublikowane w bieżącym i w kolejnych numerach Z:A. Przeprowadzone rozmowy skłoniły nas do sformułowania kilku roboczych tez na temat partycypacji.
Teza 1. Partycypacja stała się częścią praktyki. Takiej sytuacji towarzyszą jednak ambiwalentne odczucia. Z jednej strony – widać satysfakcję z jej zakorzenienia w procedurach i społecznym doświadczeniu. Docenia się także możliwość dyskutowania o konkretnych narzędziach i rozwiązaniach w gronie zainteresowanych, chociażby podczas Forum Praktyków Partycypacji. Z drugiej strony – z poczuciem straty wspomina się czas sprzed kilku lat, gdy debata na ten temat była szerzej zakrojona, żywa i bardzo widoczna w mediach architektonicznych. W tym okresie duża grupa architektek i architektów, którym te ideały były bliskie, podjęła pracę w urzędach. W rozmowach z naszymi gośćmi pojawiły się ponadto głosy wskazujące na regres: niektóre urzędy przestały traktować partycypację jako okazję do zademonstrowania swojej progresywności, inne zaczęły wykorzystywać ją fasadowo.
Teza 2. Działaniom często towarzyszy zmęczenie. Udziela się ono chociażby urzędom, które – często przymuszone ustawami i lokalnymi uchwałami – prowadzą procesy partycypacyjne w trybie fetyszyzującym wynikające z nich zobowiązania. Paradoksalnie zostawia to mało miejsca na empatię i zwykłą radość z udziału, a więc także na realne przełożenie wniosków na dobre rozwiązania. Po drugie – zmęczenie dotyczy też społeczności. Mieszkańcy często nie widzą efektów swojego zaangażowania albo muszą je ponawiać na skutek zmian w procedurach planistycznych. Po trzecie – pojawia się zmęczenie wywołane nadużyciami, gdy np. urząd czy zespół projektowy są zalewane podobnie brzmiącymi uwagami w wyniku działań lobbującej grupy. Konieczność odpowiadania na każdą z nich może utrudniać pogłębioną analizę pozostałych konstruktywnych głosów. Usłyszeliśmy też o zmęczeniu ekspertów, którzy konsultują procesy telefonicznie, choć tej usługi nawet nie zaplanowano w budżecie.
Teza 3. Kluczowe znaczenie ma faza przedprojektowa. To właśnie wtedy w partycypacji drzemie największy potencjał – jako w narzędziu do rozpoznawania docelowych potrzeb użytkowniczek i użytkowników. Obserwacja i zadawanie pytań o sposób działania przestrzeni, które mają się zmienić, włączanie na tym etapie społeczności, ułatwiają późniejsze rozmowy z jej przedstawicielami oraz pozwalają uniknąć kosztownych korekt. Wczesne konsultacje pozwalają też na wypracowanie innowacyjnych rozwiązań i typologii, takich jak miejsca łączące różne funkcje z myślą o różnych odbiorcach.
Teza 4. Partycypację trzeba potraktować jako niezależną i osobno zabudżetowaną usługę. Nie powinna więc stanowić dodatkowego obowiązku biur projektujących rozwiązania, ale jej realizację należy przekazać wyspecjalizowanym agencjom konsultingowym, często z architektonicznym rodowodem. Pośredniczący podmiot może udzielać wsparcia w sytuacjach konfliktowych, użyczać sprawdzonych metodyk, weryfikować wnioski czy pomagać w ich formułowaniu.
Teza 5. Technologia bywa pomocna, ale nie zastąpi „analogowych” relacji. Z naszymi rozmówcami dyskutowaliśmy o tym, jak interaktywne modele 3D – dostępne na stronach internetowych i w aplikacjach mobilnych – mogą wzmacniać zaangażowanie społeczności i ułatwiać zbieranie opinii. Podobnie działają geoankiety, które pozwalają osobom użytkującym przestrzeń zaznaczać preferencje na wyświetlonej mapie. Na horyzoncie rysuje się też możliwość wykorzystania botów do wstępnego agregowania uwag mieszkańców. Takie narzędzia mogą być przydatne, ale równie ważny pozostaje bezpośredni kontakt. Jest on szczególnie istotny dla osób, które nie mają zbyt dużej wiedzy, np. w zakresie planowania przestrzennego, i mogą dużo stracić, jeśli nie zdążą wziąć udziału w procesie.
Teza 6. Partycypacja zależy od finansowej kondycji samorządu. Ta oczywistość dobrze pokazuje realne ograniczenia interesujących nas procesów. Kiedy do samorządów wpływa mniej pieniędzy, partycypacja bywa jednym z pierwszych obszarów, gdzie tnie się wydatki. Najdotkliwiej odczuwają to mniejsze ośrodki, które siłą rzeczy mają ograniczone możliwości.
Teza 7. Potrzebne są ponadlokalne standardy. Wdrażanie partycypacyjnych ideałów byłoby łatwiejsze, gdyby nie zależało wyłącznie od lokalnych decyzji. Przykładowo – obowiązek konsultowania większych realizacji na wczesnym etapie uwalniałby przy takich okazjach samorządowców od ryzyka oskarżeń o „trwonienie budżetu” czy „spowalnianie inwestycji”. Standardy, poradniki i gotowe narzędzia mogłyby też obniżać koszty prowadzenia procesów, zwłaszcza w gminach o niewielkich zasobach finansowych.
Teza 8. W mieście lub gminie potrzebny jest „opiekun jakości”. W obecnych realiach urzędowych, kiedy liczą się przede wszystkim termin, budżet i poprawne rozliczenie zadania, niezbędna jest osoba z wykształceniem architektonicznym – patronująca bardziej holistycznemu i przekrojowemu spojrzeniu – która dostrzeże potrzebę ciągłości w działaniach, uwzględni kwestie środowiskowe i społeczne.
Teza 9. Rzeczowy konflikt jest lepszy niż pozorowana zgoda. Szkodliwym mitem dotyczącym partycypacji jest przekonanie, że jej ważny cel to powszechna zgoda lub przynajmniej „rozładowanie” napięcia wokół inwestycji. A dobrze prowadzony proces pozwala – mówiąc językiem klasycznej socjologii – odróżnić konflikt nierzeczywisty od rzeczywistego, czyli emocje wywołane samym spieraniem się oddzielić od tego, co jest jego przedmiotem. Spojrzenie na partycypację z innej strony pozwala łatwiej dostrzec jej dodatkowe wartości, takie jak: lepsze rozumienie różnego poziomu wiedzy i odmiennych (niekiedy sprzecznych) interesów, ujawnianie ukrytych założeń czy budowanie empatii wobec zróżnicowanych stanowisk.
Teza 10. Partycypacja to także architektoniczne towarzyszenie. Zwykle myślimy o niej jako o procesie, w którym osoby użytkujące przestrzenie i budynki są zapraszani do projektowania. Z przeprowadzonych rozmów wynika, że bywa też odwrotnie: to architektka lub architekt mogą dołączać do lokalnej społeczności i wspierać ją w sytuacji, gdy zmiana zagraża jej trwaniu. Ich kompetencje analityczne i typologiczne, umiejętności komunikacyjne, znajomość prawa czy różne sposoby „hackowania” miasta przydają się w pracy na rzecz wspólnego dobra także wtedy, gdy zamiast dyskutować o nowych inwestycjach, bierze się w obronę istniejące już struktury i funkcje.
Sformułowane w ten sposób tezy to tylko jedna z dróg do zaprezentowania wiedzy, którą nasze rozmówczynie i rozmówca podzielili się podczas spotkań. Niniejszy tekst potraktujmy jednak jako wstęp do lektury poszczególnych wywiadów. Mamy nadzieję, że zarówno to podsumowanie, jak i same rozmowy okażą się pomocne w szerszej dyskusji oraz w formułowaniu postulatów dla Polskiej Polityki Architektonicznej.
PRZESTRZEŃ WSPÓLNA – KALEJDOSKOP EMOCJI I ZNACZEŃ
Aleksandra Wasilkowska, Maciej Frąckowiak: Partycypacja w Polsce miała okres heroiczny, kiedy to budziła entuzjazm wśród młodych osób zajmujących się architekturą. Architekci wyobrażali sobie, że nastanie czas współpracy ze społecznościami, ich pomysły zostaną zrozumiane, a oni sami odzyskają wiarę w sens tego, co robią. Obecnie przeszliśmy już od wyobrażeń do praktyki. Jak ona wygląda w Twojej codziennej pracy jako architektki Gliwic? Kiedy słyszysz, że ktoś chce rozmawiać dzisiaj o partycypacji, to jakie wywołuje to w Tobie emocje?
Agata Twardoch: Cieszę się, ponieważ obecnie takie dyskusje mogą się odbywać na zupełnie innym poziomie. Wcześniej rozmawialiśmy o tym, że partycypacja jest potrzebna, a teraz możemy już analizować, jak powinna rzeczywiście wyglądać, jakie efekty przynosi i z jakimi trudnościami się wiąże.
Dla mnie zmiana perspektywy, o której mówicie, odbyła się na dwóch poziomach. Pierwszym – globalnym, obejmującym Polskę, drugim – personalnym. Wcześniej uczestniczyłam w procesach partycypacyjnych jako działaczka miejska, architektka, natomiast obecnie organizuję konsultacje w imieniu miasta. W Gliwicach przez wiele lat głos mieszkańców nie wybrzmiewał publicznie, podjęłam więc starania, aby to zmienić. Konsultowaliśmy różnorodne kwestie, aż wreszcie okazało się, że liczba osób angażujących się w partycypację jest ograniczona, a u wielu mieszkańców proces ten wywołuje wręcz zniecierpliwienie.
Czy mogłabyś podać przykład działania, w którym brałaś udział, a który Twoim zdaniem najlepiej wyraża sens partycypacji poprzedzającej projekty architektoniczne i urbanistyczne?
Dobrym przykładem obrazującym znaczenie procesów partycypacyjnych są konsultacje, które odbyły się przed przystąpieniem do projektowania Placu Krakowskiego w Gliwicach. To ważne miejsce z własną historią, z pewnymi uwarunkowaniami kulturowymi, z wieloma konotacjami. Na placu organizowano różne wydarzenia, wybudowano na jego terenie skatepark, ale kilka lat temu – bez konsultacji społecznych – wzniesiono tam Pomnik Powstań Polskich, który podzielił mieszkańców. Powstania śląskie, wymienione na jednej ze ścian tego pomnika, to bardzo trudny temat dla gliwickiej społeczności, z jej punktu widzenia miały one bowiem charakter wojny domowej, w której przodkowie Gliwiczan stali po obu stronach barykady.
Początek działalności Biura Urbanisty Miasta zbiegł się w czasie z chęcią ogłoszenia przez Miejski Zakład Usług Komunalnych przetargu na projekt Placu Krakowskiego. Powiedzieliśmy wtedy, że najpierw trzeba zbadać stanowisko mieszkańców i we współpracy ze Śląskim Urban Labem zorganizowaliśmy czasochłonne, rzetelne konsultacje. Przy okazji przetestowaliśmy też aplikację, za pomocą której mieszkańcy mogli zostawiać opinie, ale również oglądać i oceniać różne proponowane rozwiązania. Bardzo istotną kwestię stanowiło to, kto i w jaki sposób rozmawiał z ludźmi. Nie było to miasto, tylko osoby z nami współpracujące, które wykazały się ogromnym zaangażowaniem i otwartością. A stanowiska w kwestii przyszłości placu okazały się naprawdę zróżnicowane. Spotkania odbywały się indywidualnie i w grupach. Potem przyszedł czas na testowanie różnych modeli w aplikacji. Plac został podzielony na cztery strefy i każdą z nich poddano bardzo szczegółowej analizie. W efekcie uzyskaliśmy obraz uwzględniający wiele niuansów.
Przystępując do prac nad placem, wszyscy byliśmy przekonani, że pomnik należy przenieść, jako że zbyt mocno narzuca narrację. Okazało się jednak, że znaczna część mieszkańców – szczególnie ludzie młodzi – w ogóle tego pomnika nie zauważa. Za sprawą przeprowadzonych konsultacji pozostanie on więc na dotychczasowym miejscu, ale w jego otoczeniu pojawią się artefakty opowiadające historię widzianą z drugiej strony. Na podstawie dokładnych wskazówek, jakie udało się zebrać, teraz powstaje koncepcja, która powinna być na bieżąco ewaluowana. Jest to jednak trudne ze względu na przeszkody związane z terminami i procedurami. Kiedy finansowanie pochodzi z programów np. Unii Europejskiej, to nierzadko brakuje na ten proces czasu.
Od architektów często oczekuje się, że sami przeprowadzą proces konsultacji, np. w trakcie opracowywania koncepcji urbanistycznej bądź architektonicznej, a to w wielu sytuacjach jest po prostu niemożliwe. Czy widzisz jakieś prawne rozwiązanie tego problemu? W Brukseli funkcjonuje ustawa, która wprowadziła wymóg przeprowadzania konsultacji przed powstaniem projektu koncepcyjnego budynków publicznych o powierzchni powyżej 5 tys. m2.
Takie rozwiązanie mogłoby się sprawdzić także w polskich miastach. Wymóg ustawowy mógłby też zmienić odbiór procesów partycypacyjnych przez społeczeństwo. Często spotykam się z zarzutem, że przez konsultacje wszystko spowalniam. I trudno się z tym nie zgodzić, ale wynika to z troski o jakość przestrzeni. Gdyby wymóg konsultacji był częścią ustawy, wtedy może opór mieszkańców stałby się mniejszy.
Jeśli przetarg czy konkurs nie są poprzedzone procesem partycypacyjnym albo gdy obowiązkiem przeprowadzenia konsultacji obarcza się architekta (który organizuje je w pośpiechu, ponieważ niedopełnienie tego wymogu w określonym terminie wiąże się z karami), to rezultat jest taki, że w trakcie budowy często wychodzą na jaw błędy, a koszty z nimi związane sąbardzo duże.
Moim zdaniem inwestycje byłyby o wiele bardziej efektywne i wartościowe, gdyby w każdym mieście istniała instytucja architekta albo urbanisty miejskiego. Osoba z wykształceniem architektonicznym ma kompetencje do tego, aby na procesy związane z przeobrażaniem przestrzeni patrzeć szerzej, także w kontekstach: jakości, zachowania ciągłości, ekologicznym czy społecznym. Jeśli w mieście mają głos architekci, to jest duża szansa, że efektem procesów planistycznych i projektowych będzie dobra przestrzeń wspólna, która przetrwa przez lata.
Pojęcie współudziału w architekturze wiąże się nie tylko z konsultacjami ze stroną społeczną. Oznacza także włączanie do działań ekspertów z różnych dziedzin. Czy praktykujesz ten rodzaj partycypacji?
Do tej pory nie miałam na to środków, musiałam więc polegać na osobach, które znam i które są gotowe pomóc. Jednak nie powinno to funkcjonować wyłącznie w ten sposób. Tegoroczny budżet był już tworzony z moim udziałem, teraz więc dysponuję funduszem przeznaczonym na ten cel i zamierzam zorganizować panel ekspercki przed konkursem na bulwary Kłodnicy. W tym przypadku wiedza, m.in. ekologiczna czy społeczna, będzie bardzo potrzebna. Zależy mi na tym, żeby wyniki konkursu stały się podstawą wieloletniej strategii rozwoju nabrzeży przepływającej przez nasze miasto rzeki. Konkurs musi być zatem bardzo dobrze przygotowany.
Jednak jako urbanistka miejska nadal zamierzam w swojej pracy korzystać – także nieodpłatnie – z wiedzy zaangażowanych mieszkańców i mieszkanek miasta. W ramach działań nad koncepcją przebudowy ulicy Zwycięstwa, oprócz konsultacji społecznych opartych na prototypowaniu urbanistycznym, zorganizowaliśmy kilkugodzinne warsztaty, luźno oparte naidei charrette. Zaprosiliśmy do nich identyfikujących się z Gliwicami ekspertów i ekspertki z różnych dziedzin. Pojawiły się osoby związane z architekturą (praktyczną i teoretyczną), urbanistyką, architekturą krajobrazu, przyrodą, socjologią itd., które chciały poświęcić miastu trochę swojego czasu. Warsztaty zaowocowały kilkoma rewelacyjnymi pomysłami, a byłyby nie do zrealizowania, gdybyśmy musieli z każdą osobą podpisać umowę poprzedzoną badaniem rynku i analizą dorobku. Organizacja pochłonęłaby tyle czasu, że całościowego kosztu nie dałoby się obronić przed zarzutem niegospodarności. Sama – jako architektka – brałabym udział w takich wydarzeniach, chciałabym mieć poczucie wpływu na swoją lokalną rzeczywistość, więc nie mam zbytnich wyrzutów sumienia, że co jakiś czas odrobinę nadużywam tej gotowości do społecznego zaangażowania. Ważne jest jednak to, żeby wyraźnie rozgraniczać sytuacje, w których prosimy o opinię i dzielenie się doświadczeniem, od takich, w których oczekujemy profesjonalnej usługi oraz realnej odpowiedzialności, ponieważ w tym drugim przypadku praca ekspercka powinna być po prostu uczciwie wynagradzana.

DR HAB. AGATA TWARDOCH
Architektka i urbanistka; profesorka Politechniki Śląskiej, związana z Katedrą Urbanistyki i Planowania Przestrzennego Wydziału Architektury. Od 2024 r. pełni funkcję miejskiej urbanistki i architektki Gliwic, gdzie zajmuje się m.in. kierunkami rozwoju przestrzennego, konsultacjami i przygotowaniem konkursów architektoniczno-urbanistycznych. W pracy badawczej idydaktycznej koncentruje się na mieszkalnictwie: dostępności, politykach publicznych oraz alternatywnych formach zamieszkania. Jest autorką książek System do mieszkania – perspektywy rozwoju dostępnego budownictwa mieszkaniowego (2019 r.) oraz Architektki. Czy kobiety zaprojektują lepsze miasta? (2022 r.), a także licznych tekstów naukowych i popularyzatorskich.

ALEKSANDRA WASILKOWSKA
Członkini Rady Programowej KAP
Architekt IARP; absolwentka Wydziału Architektury PW oraz École Nationale Supérieure d’Architecture de Bretagne. W latach 2012–2015 wiceprezeska SARP o. Warszawa – współtworzyła wówczas strategię urbanistyczną Warszawskich Centrów Lokalnych. Od 2007 r. prowadzi w stolicy autorskie biuro architektoniczne. Laureatka m.in. nagrody dziennika „Rzeczpospolita” Real Estate Impactor (2025 r.) i dorocznej Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2024 r.); nominowana do Nagrody im. Miesa van der Rohe (2024 r.) i finalistka The European Prizefor Urban Public Space (2022 r.). Projekty jej autorstwa były prezentowane w wielu instytucjach kultury na świecie. Od 2012 r. realizuje cykl wydawniczo-badawczy Architektura Cienia. Jej praktyka koncentruje się na społecznych aspektach architektury i urbanistyki, do których wprowadza autorskie rozwiązania.
MACIEJ FRĄCKOWIAK
Członek Rady Programowej KAP
Socjolog, adiunkt na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, wykładowca na kierunkach projektowych SWPS oraz UAP. Zajmuje się badaniami współczesnych procesów miejskich, przemian praktyk codzienności oraz zawodów twórczych. Autor tekstów, książek naukowych i popularyzatorskich, poświęconych wspomnianym tematom, w tym raportów dotyczących polskiego środowiska architektonicznego. Współpracownik instytucji samorządowych oraz organizacji pozarządowych – od 10 lat związany z Fundacją Nowej Kultury Bęc Zmiana. Członek Zespołu Programowego Kongresu Kultury 2024.






