logo
Strefa architekta - logowanie
EN
ARCHITECT@WORK
ARCHITECT@WORK
ARCHITECT@WORK
KONGRES ARCHITEKTURY POLSKIEJ 2026
18.05.2026

Refleksje po Kongresie Architektury Polskiej ...arch. Krzysztof Grześków

Tekst – Krzysztof Grześków

Dwa miesiące temu zadzwonił do mnie prezes IARP, Piotr Fokczyński, z zaproszeniem na Kongres Architektury Polskiej. Powiedział, że docenia działania prowadzone przez nas – Rewizję - w Lubomierzu, i że warto pokazać szerzej, w jaki sposób można pracować dla małych miasteczek oraz lokalnych społeczności. Byłem tym telefonem naprawdę mile zaskoczony, ponieważ od lat funkcjonuję trochę obok środowiskowych struktur i większość czasu poświęcam po prostu pracy w Lubomierzu.

Podczas tej rozmowy padło zdanie, które bardzo zapadło mi w pamięć. Piotr Fokczyński powiedział, że „architektura to nie tylko ściany i okna”. I właśnie w tym jednym zdaniu zawierało się właściwie wszystko to, o czym później rozmawialiśmy podczas Kongresu.

Pojechaliśmy do Warszawy na Kongres Architektury odbywający się w Muzeum Historii Polski. Już sam program wydarzenia był znaczący — debata poświęcona małym miasteczkom została umieszczona w największej sali i była jedną z głównych dyskusji całego Kongresu. To był dla mnie wyraźny sygnał, że środowisko architektoniczne zaczyna traktować ten temat naprawdę poważnie. Na miejscu odbyło się mnóstwo rozmów — zarówno oficjalnych, jak i kuluarowych. Ku mojemu zaskoczeniu wiele osób znało już historię Lubomierza i śledziło nasze działania. To było budujące, ale też pokazywało, że potrzeba nowego spojrzenia na rolę architekta staje się coraz bardziej powszechna.

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie sam ton Kongresu. Spodziewałem się bardziej twardych postulatów środowiskowych — rozmów o pieniądzach, prestiżu czy pozycji zawodu. Tymczasem dominowały zupełnie inne wątki: odpowiedzialność społeczna, odbudowa relacji, obecność architekta w codziennym życiu mieszkańców i potrzeba większego zaangażowania w sprawy lokalne. W swoich wypowiedziach (podczas panelu Małe Miasta) mówiłem przede wszystkim o doświadczeniu Lubomierza. O tym, że rewitalizacja małego miasta nie może ograniczać się do pojedynczych inwestycji. To wieloletni proces wymagający cierpliwości, zaufania i stałej obecności. Architekt w takim miejscu często przestaje być wyłącznie projektantem. Staje się organizatorem, mediatorem, animatorem i uczestnikiem życia miasta. Opowiadałem o działaniach, które wykraczają poza tradycyjnie rozumianą architekturę: o próbie stworzenia modelu hotelu rozproszonego, o uporządkowaniu szyldów reklamowych, o warsztatach, wystawach, akcjach społecznych czy wspólnym dbaniu o przestrzeń publiczną. Wszystkie te działania mają jeden cel — odbudowę lokalnej wspólnoty i przywrócenie mieszkańcom poczucia, że miejsce, w którym żyją, ma wartość.

Ważnym tematem Kongresu była także jakość architektury i problem zamówień publicznych opartych głównie na najniższej cenie. Wielokrotnie powracało pytanie, jak budować lepszą przestrzeń w sposób bardziej odpowiedzialny i długofalowy. Coraz mocniej wybrzmiewało przekonanie, że dobra architektura nie jest luksusem, ale jednym z podstawowych narzędzi wpływających na jakość życia.

Oczywiście sam Kongres nie był idealny. Można było odczuć niedosyt czasu na dyskusje i potrzebę bardziej pogłębionych rozmów. Jednak mimo to wyjechałem z Warszawy z poczuciem, że wydarzyło się coś naprawdę ważnego.

Po wielu latach środowisko architektoniczne zaczęło wspólnie rozmawiać nie tylko o budynkach, ale o odpowiedzialności, relacjach i przyszłości małych miast. I właśnie dlatego tak mocno wybrzmiał tam Lubomierz. Nie jako pojedyncza realizacja architektoniczna, ale jako przykład wieloletniego procesu pokazującego, że architektura może być narzędziem odbudowy wspólnoty.

Kongres to był dla mnie kolejny, bardzo wyraźny sygnał, że zainteresowanie małymi miastami w środowisku architektonicznym rośnie. Kilka tygodni wcześniej zgłosiliśmy nasze realizacje do Dolnośląskiej Nagrody Architektonicznej. Wśród trzydziestu nominowanych obiektów z całego województwa znalazły się aż trzy realizacje z Lubomierza. To wszystko pozwoliło mi zrozumieć, że to nie jest tylko symboliczny gest, ale realne przesunięcie środka ciężkości. Coraz wyraźniej zaczynamy dostrzegać, że Polska nie kończy się na wielkich metropoliach. Moment wizyty jury w Lubomierzu był dla mnie szczególnie ważny. Po całym dniu objeżdżania Dolnego Śląska przyjechali do naszego miasteczka późnym wieczorem. Mimo zmęczenia nie chcieli oglądać wyłącznie budynków. Rozmowa bardzo szybko zeszła na kwestie społeczne, lokalne inicjatywy, relacje z mieszkańcami i wieloletni proces odbudowywania miejskiej tożsamości. Wtedy poczułem, że temat Lubomierza naprawdę uruchamia szerszą refleksję.

www.rewizja.info

rozumiem
Używamy plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Korzystając z tej strony wyrażasz na to zgodę.