Zaufanie publiczne oraz odpowiedzialność za kształtowaną przestrzeń to bardzo złożone zagadnienia. Wśród społeczeństwa pokutuje jednak przeświadczenie, że to architekci są odpowiedzialni za jakość polskiego środowiska zbudowanego. Zupełnie jakby działali poza państwem, samorządem, prawem. Tymczasem rola architektów wymaga zdecydowanego wzmocnienia – zarówno przez ustawową ochronę zawodu, jak iprzez przywrócenie udziału architektów w pracach organów samorządowych. Przestrzeń, jako wartość, powinna być chroniona, a jej kształtowanie ma wynikać ze spójnego systemu planowania, opartego na rzeczywistym porządku urbanistycznym, projektowanym przez specjalistów w tej dziedzinie. Zaufanie i odpowiedzialność muszą mieć zatem odpowiedni fundament w zapisach polityki architektonicznej.
KRONIKA IARP


ZWIERCIADŁO ZAWODU
Tekst: Krzysztof Ingarden
W dziejach architektury punkty zwrotne rodziły się z konfliktów i napięć między chaosem a porządkiem, między jednostką a władzą, między indywidualną ekspresją a koniecznością grupowego działania. W świetle pojęć przestrzeni, zaufania, odpowiedzialności wspomniane napięcia i konflikty są szczególnie widoczne. Choć te trzy hasła mogą brzmieć jak slogany, w istocie stanowią swoiste zwierciadło zawodu architekta i apel o potwierdzenie jego statusu.
W polskim krajobrazie przestrzennym panuje chaos nie tylko estetyczny, ale – patrząc z perspektywy ostatniego trzydziestolecia – również prawny, a na dodatek mający skutki ekonomiczne. Straty wynikające ze spontanicznej suburbanizacji, z nietrafionych decyzji planistycznych, a także degradacji gruntów rolnych oraz leśnych są ewidentne i policzalne. Tylko jak należycie zadbać o przestrzeń, gdy widzimy, że przysłowiowa już deweloperska logika „budowania łanowego” ciągle zwycięża nad planowaniem? Gdzie leży granica pomiędzy interesem wolnego przedsiębiorcy a ładem przestrzennym? Czy nasze środowisko jest w tych sprawach zgodne i potrafi wyznaczyć kierunek zmian?
Dobre przykłady działań planistycznych i architektonicznych – właściwie opracowane plany, rewitalizacje centrów małych miast, modelowe osiedla, świetnie zaprojektowane obiekty publiczne, trafnie wpisane w skalę otoczenia i historię miejsca – bezsprzecznie istnieją, ale jako wyspy na morzu przypadkowości. Przestrzeń, przy ciągłym braku polityki architektonicznej, staje się swego rodzaju testem dla działań IARP, SARP, PRA i dla Kongresu.
W jakim stopniu odpowiedzialność za przestrzeń spoczywa na architektach i urbanistach, a w jakim na ustawodawcy, który wyznacza zakres ich działania? W Polsce jest ona rozłożona pomiędzy organy administracji różnych szczebli – tworzące ramy prawne, wydające decyzje i ustalające plany miejscowe, jak również pomiędzy inwestorów, deweloperów oraz, rzecz oczywista, indywidualnych architektów, którzy biorą odpowiedzialność za swoje projekty. Ta jednostkowa odpowiedzialność zawodowa zawsze splatała się z systemową: czy dobra architektura i właściwie formowana przestrzeń mogą powstawać bez dobrych reguł? (Na szczęście tak się zdarza!) Ważne jest jednak szersze zdefiniowanie systemowej, czytelnej perspektywy – planistycznych imponderabiliów, w które następnie wpiszą się działania indywidualne.
Gdy w latach trzydziestych XX w. w kręgu CIAM formułowano Kartę ateńską, architekci i urbaniści głęboko wierzyli w to, że miasto można poddać prostym regułom strefowania, opisać za pomocą zestawu racjonalnych zasad, a następnie podporządkować klarownej kompozycji. Cztery funkcje – mieszkanie, praca, wypoczynek, komunikacja – miały stać się uniwersalnym językiem urbanistyki. Modernizm zrodził nadzieję, że systemowo zaprojektowana przestrzeń uleczy systemowe problemy społeczne. Jak się okazało, miał on dwa oblicza – dobre i złe. Krytyka błędów była uzasadniona. Jane Jacobs (choć nie tylko ona) podkreślała, że miasto żyje nie dzięki separacji funkcji, lecz dzięki relacjom i interakcjom, wielofunkcyjności, skali ulicy, kwartału itd. Kolejne dekady przyniosły zwrot ku kontekstowi, lokalności, regionalizmowi krytycznemu, drobnym skalom, zaczęto zwracać uwagę na problem materialności architektury. W tym procesie szczególną rolę odegrała konserwatorska Karta wenecka (1964). Przywróciła ona urbanistyce perspektywę historyczną, społeczną i kulturową, podkreślając wagę dziedzictwa. Karta wenecka nie proponowała modelu miasta, jednak zwróciła uwagę na wartość układu urbanistycznego i jego zakorzenienia. Pozostaje pytanie, które założenia są dziś realizowane i w jakim stopniu? Gdzie znajdują się aktualne drogowskazy, jak należy kształtować kierunki rozwoju przestrzeni miast? Czym ma się kierować odpowiedzialny ustawodawca?
Nadmiar wizji? Brak wizerunku? Współczesność sprawia, że widoczny staje się paradoks: im więcej narzędzi, teorii i technologii, tym większa niepewność co do kierunku działania. Konkurują ze sobą dziesiątki wizji: miasto piętnastominutowe, smart city, eco-city, resilient city, miasto kreatywne, zdrowe, zielone i wiele innych. Każda z nich wnosi wartościową intuicję, lecz żadna nie stanowi pewnej i kompletnej odpowiedzi. W rezultacie pojawia się wielowątkowość – sytuacja, w której nadmiar pomysłów rozmywa cel. Znamy ten stan dezorientacji aż nazbyt dobrze. Nasze miasta są jednocześnie „nowoczesne” i „zapóźnione”, „zielone” i „betonowe”, „zwarte” i „rozlewające się”, pełne dobrych praktyk i złych przykładów.
Odpowiedzialność architektów i urbanistów nie oznacza, że przedstawiciele tych profesji wezmą na siebie wszystkie kierowane w ich stronę zarzuty. Z pewnością nie przejmą oni odpowiedzialności za stan definiowany w procesie decyzyjnym, w którym nie uczestniczą jako partnerzy, ani za kondycję systemów prawnego i administracyjnego, na których kształtowanie mają wpływ bardzo ograniczony. Odpowiedzialność naszej grupy zawodowej powinna oznaczać formułowanie przez architektów klarownych oczekiwań wobec władz państwowych i samorządowych, a one z kolei powinny być zainteresowane tym, aby ten dialog prowadzić.
W tym kontekście znaczenia nabierają pytania o zaufanie budowane na różnych poziomach odpowiedzialności – jego powszechny deficyt jest bowiem aż nadto widoczny. Pytania i problemy okazują się wręcz niemożliwe do zliczenia. Komu zaufać i kto może być godny zaufania? Czy środowisko zawodowe ma podstawy, aby obdarzyć nim polityków i powierzyć imdecyzje w sprawie polityki przestrzennej? Kto ze strony tego środowiska ma prowadzić dialog z ustawodawcą, czy są tu liderzy? Czy ustawodawca nie powinien zaufać opinii specjalistów, czyli architektów i urbanistów? Wydaje się, że odpowiedź musi być jednoznaczna – tak, powinien.
Pojawiają się także pytania bardziej przyziemne, lecz nie mniej istotne. Czy inwestor może ufać architektowi, który nie jest przez niego właściwie wynagradzany? Czy architekt może ufać inwestorowi, jeżeli ten już na etapie podpisywania umowy pozbawia go możliwości egzekwowania autorskich praw osobistych? Czy obie strony mogą ufać systemowi prawnemu, który zmienia się z dnia na dzień i bywa wewnętrznie sprzeczny? Czy społeczności lokalne mają podstawy, by ufać decyzjom przestrzennym, tylko pozornie konsultowanym społecznie?
Brak zaufania powoduje ucieczkę w proceduralność. Każdy uczestnik procesu inwestycyjnego próbuje chronić się przed ryzykiem: urzędnik przed wszelką odpowiedzialnością, architekt przed ryzykiem projektowym, finansowym i wieloletnimi procesami, inwestor przed stratą kapitału. Panuje przekonanie, że zaufanie należy zastąpić regulacją, a jakość – szczegółową kontrolą i karami. To złudzenie. Nadmiar przepisów nie podnosi jakości pracy architektów i urbanistów. Przeciwnie – może tę jakość obniżać. Z nadregulacji nie zrodzi się zaufanie, a z małostkowej pedanterii – kreatywna architektura.
Filarami w budowaniu zaufania i odpowiedzialności są właściwe kompetencje, stabilne i czytelne zasady prawne, kodeks etyki, kultura oraz wzajemny szacunek. Nasze środowisko zawodowe może projektować dobrze i odpowiedzialnie, ale nie jest w stanie robić tego skutecznie bez stabilnego prawa, przejrzystych procedur, jasnych kompetencji instytucji, długofalowej polityki przestrzennej, społecznego zrozumienia dla ról architekta i urbanisty, wreszcie uświadomienia sobie konieczności wynagradzania architektów w sposób zgodny z cennikami IARP i SARP oraz odpowiedni wobec zakresu zleconych zadań. Zamówienia publiczne powinny być modelowym przykładem takiego działania.
Między przestrzenią, odpowiedzialnością a zaufaniem względem naszego zawodu rozciąga się gęsta sieć wzajemnych delikatnych zależności. Gdybyśmy – jako środowisko – wyszli z epoki rozproszenia i skierowali się ku wspólnemu, celowemu, sprawczemu działaniu, byłoby to potwierdzenie, iż potrafimy postępować odpowiedzialnie, a profesja architekta jest synonimem zawodu zaufania publicznego.
PROF. DR HAB. KRZYSZTOF INGARDEN
Członek Rady Programowej KAP
Architekt IARP; dziekan Wydziału Architektury i Sztuk Pięknych Uniwersytetu Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Krakowie. Prezes biura Ingarden & Ewý, Konsul Honorowy Japonii w Krakowie, członek Polskiej Akademii Umiejętności. Autor projektów, takich jak: Hotel Tribe wKrakowie (2025), Centrum Kongresowe ICE Kraków (2014), pawilon Polski na EXPO w japońskim Aichi (2005). Inicjator i kurator wielu wystaw. Laureat Honorowej Nagrody SARP 2009. Za projekt pawilonu naEXPO 2005 otrzymał Złoty Krzyż Zasługi, za Galerię Europa – Daleki Wschód w Krakowie – medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis; odznaczony japońskim Orderem Wschodzącego Słońca, Złote Promienie ze Wstęgą.
ARCHITEKT CZY SZACHISTA
Tekst: Tomasz Konior
Jeżeli mielibyśmy na czymś oprzeć przesłanie Kongresu Architektury Polskiej – biorąc pod uwagę to, kim dziś jest architekt, na czym polega jego praca i jaką rolę odgrywa on w społeczeństwie – należałoby wskazać przede wszystkim na zaufanie, którym powinni cieszyć się przedstawiciele naszego zawodu.
Druga ważna kwestia to odpowiedzialność spoczywająca na ingerującym w przestrzeń autorze projektu. Trudno jednak postawić kropkę po stwierdzeniu, że praktykujący architekt, obdarzony zaufaniem, w poczuciu odpowiedzialności może zaprojektować to, co uważa za stosowne. Nie działamy w próżni – po jednej stronie znajduje się inwestor, z którym staramy się wspólnie znaleźć jak najlepsze rozwiązanie, po drugiej – przestrzeń, zmieniana przez nas na dziesiątki lat. Poruszamy się więc między zobowiązaniem wobec inwestora a odpowiedzialnością za środowisko, w którym projektujemy. I w tym zakresie musimy znaleźć równowagę. A ponieważ na to wszystko dodatkowo nakładają się nierzadko sprzeczne przepisy, których musimy przestrzegać, okazuje się, że architekt powinien być osobą „grającą na wielu szachownicach naraz”. Jak sobie z tym poradzić, wyjść obronną ręką i na koniec mieć poczucie, że wykonało się kawał dobrej roboty przy pozytywnym odbiorze społeczeństwa?
Nie ma tu odpowiedzi prostych i jednoznacznych. Po pierwsze – zwykle poruszamy się po grząskim gruncie, a jednocześnie z głęboko zakorzenionymi ambicjami i wyobrażeniami o tym, jak powinna wyglądać nasza praca. Po drugie – chcemy wykonywać zawód bez zgniłych kompromisów. W konsekwencji, z jaką wiążą się odpowiedzialność za przestrzeń i społeczny kredyt zaufania, musimy pamiętać o wartości zwrotnej (zamiennej), wyrażającej się w kompetencjach i doświadczeniu. Bazą dla zrozumienia sensu i celu naszego działania jest edukacja, którą można traktować jako punkt wyjścia do rozmowy o wszystkim, w tym o przestrzeni, architekturze, następstwach naszej pracy, a także odpowiedzialności i zaufaniu. Chodzi o nieustanne uczenie się reagowania na potrzeby społeczeństwa, na wciąż nowe wyzwania i wymagania ze strony otaczającej przestrzeni. Cały czas kształcimy się i poszukujemy dobrych wzorców, jak również staramy się znajdować rozwiązania dla coraz bardziej skomplikowanych zadań. Trudno mówić o edukacji w oderwaniu od społeczeństwa, korzystającego z naszych umiejętności. Każdy wybudowany obiekt, nowa sytuacja przestrzenna kreowana architekturą, artykuł w gazecie, obserwacja, rozmowa o zmieniającym się otoczeniu – to zdarzenia, które uczą. Zadawanie już od najmłodszych lat pytań – takich jak: czym jest dobry budynek, dobry plac albo ulica; co wpływa na jakość dobrze zaprojektowanych miejsc? – stanowi szansę na lepszą przestrzeń i społeczny rozwój. W konsekwencji zaś podnosi rangę naszej profesji.
Chciałoby się powiedzieć, że zły projekt nie ma szans na realizację. Ale to nieprawda. Możemy zobaczyć dużo złego budowania, które pochłania ogromne pieniądze i zostaje na dziesiątki lat. Ludzie się przyzwyczajają, obojętnieją, żyją w tej przestrzeni, nie mając świadomości, jak mocno wpływa ona na ich codzienność. Jeżeli odsetek złej architektury jest marginalny, możemy mówić o sukcesie danej społeczności. Jakość otoczenia świadczy nie tylko o kunszcie twórców i wykonawców. Jest też dowodem na wrażliwość odbiorców.
Wysoki poziom świadomości społeczeństwa idzie w parze z odpowiednim zrozumieniem rangi architektury. W odwrotnym przypadku widać, jak dużo jest jeszcze do zrobienia, i to w obszarze edukacji, a nie tylko regulacji. Historia budowania miast pokazuje, że kiedyś regulacji było mniej i miasta stanowiły miejsca bardziej racjonalne oraz lepiej poukładane. Dzisiaj stopień skomplikowania świata jest nieporównywalnie wyższy, a słowo „urbanistyka” przechodzi do lamusa. Sztuka kształtowania miasta, która była osnową tworzonej architektury, została zdegradowana do czegoś, co wyewoluowało w plany ogólne i miejscowe, a także w setki przepisów, mających wskazywać kierunek dobrego budowania. Jednak suma tych zapisów nie gwarantuje dobrej przestrzeni. Właśnie dlatego tak ważne jest edukowanie – na wszystkich poziomach i w każdej grupie społecznej. W tym kontekście widzę palącą potrzebę wdrożenia polityki architektonicznej, która pozwoli przywrócić określonym pojęciom ich właściwe znaczenie. Wokół tej idei trzeba integrować całe zawodowe środowisko, a jednocześnie budować współuczestnictwo całego społeczeństwa. Kibicuję Kongresowi Architektury Polskiej. Wykorzystajmy okazję do dialogu, wysłuchania wszelkich opinii. Czas na wnioski i wyznaczenie nowych celów.

DR TOMASZ KONIOR
Członek Rady Programowej KAP
Architekt IARP, członek SARP, urbanista; absolwent Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej.W 2019 r. na Politechnice Łódzkiejobronił rozprawę doktorską pt.Ewolucja przestrzeni publicznej wbudynkach dla muzyki. Autor ponad 200 budynków, głównie użyteczności publicznej, laureat ponad 80 nagród architektonicznych oraz indywidualnych. Od 1995 r. prowadzi autorskie biuro architektoniczne Konior Studio. Angażuje się w społeczne inicjatywy na rzecz ochrony środowiska (Stowarzyszenie LIBRA) oraz promocję muzyki (Stowarzyszenie Katowice Natura Kultura).






