logo
Strefa architekta - logowanie
EN
Panel dachowy na rąbek Galeco GRIN
Panel dachowy na rąbek Galeco GRIN
Panel dachowy na rąbek Galeco GRIN
ZAWóD:ARCHITEKT
09.03.2026

MIEJSCE DO ŻYCIA

Solna 6, Poznań; proj. JEMS Architekci; fot. Maria Kot
Solna 6, Poznań; proj. JEMS Architekci; fot. Maria Kot

Brak skutecznej polityki mieszkaniowej coraz mocniej daje się we znaki społeczeństwu, powodując jego narastającą frustrację. Dostępność dobrze zaprojektowanych mieszkań, czyli spełnienie podstawowej – wydawałoby się – potrzeby, w krajach rozwiniętych powinno być standardem. Do tego jednak daleka droga, a działania należy rozpocząć od zmiany myślenia o budownictwie mieszkaniowym i potraktowania go jako złożonego systemu, w którym ważne jest coś więcej niż liczba metrów kwadratowych. Miejsce do życia to bowiem także najbliższe otoczenie, sąsiedztwo, dzielnica i całe miasto. Rodzi się przy tym możliwość budowania lokalnej wspólnoty, której w obecnych czasach przypada kluczowe zadanie, polegające na wzmacnianiu odporności społeczeństwa oraz przestrzeni miejskiej, wreszcie – odpowiednie zarządzanie istniejącymi zasobami. Przyjęcie polityki architektonicznej to kamień milowy na drodze do rozwiązań, mogących pomóc sprostać temu bardzo trudnemu zadaniu.


KRONIKA IARP


Filharmonia im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie; proj. Barozzi Veiga; fot. Filip Kacalski
Filharmonia im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie; proj. Barozzi Veiga; fot. Filip Kacalski

MIEJSCE DO ŻYCIA CZY DO PRZEŻYCIA

Tekst: Jerzy Szczepanik-Dzikowski

Łatwo, jak sądzę, zgodzić się co do tego, że „miejsce do życia” to nie tylko mieszkanie czy dom, lecz także miejsca pracy, nauki, kultury, kultu, wypoczynku, udzielania świadczeń zdrowotnych, związane z usługami komunikacyjnymi oraz wszelkie inne przestrzenie ludzkiej aktywności, do których wypada ponadto zaliczyć ulice i place, parki, lasy, łąki, rzeki, góry i pola, a nawet miejsca odosobnienia czy samotnie. Lista bez końca. Sądzę, że z punktu widzenia każdego z nas powinny one zapewniać względną satysfakcję mierzoną w skali indywidualnych oczekiwań. „Miejsce do życia” odnosi się tyleż do mieszkania lub domu, co do ich węziej lub szerzej pojmowanego otoczenia. To właśnie ono decyduje o jakości tego miejsca. Im mniejsza odległość dzieli je od punktów, w których możemy spełniać swoje różnorakie potrzeby, tym wyższa ocena jakości mieszkania lub domu jako „miejsca do życia”.

Integracja społeczna

Człowiek jest istotą społeczną i społeczna interakcja stanowi niezbędny warunek samorealizacji. Badania socjologiczne wyraźnie wskazują na powiązanie integracji społecznej z poziomem satysfakcji z życia. Wspólne problemy, cele i działania są najistotniejszymi czynnikami budowy lokalnej społeczności, w znacznym stopniu odpowiadającej za stopień naszego indywidualnego zadowolenia z miejsca, w którym egzystujemy. I choć można zaznać szczęścia i znaleźć sobie „miejsce do życia” w zakładzie karnym lub w stanie bezdomności, to jednak w znakomitej większości przypadków koncentrujemy się na obszarach o bogatym, różnorodnym życiu społecznym – miastach. Jeśli lubimy np. Kraków, Neapol czy Toruń, to zewzględu na malowniczość, atmosferę, ich życie i przestrzenną atrakcyjność. Łatwiej o akceptowalne miejsce do życia wszędzie tam, gdzie istnieje już ustabilizowane miasto. Jednak patrząc na to, co tworzymy, wypada przyznać, że z obszarów, gdzie nie ma tradycji i z dawna budowanej różnorodności, wyłania się raczej jednostajny i ponury obraz, stworzony z monokultur mieszkaniowych, biurowych, z centrów handlowych. W takich okolicznościach natychmiast dają o sobie znać demony – polityka mieszkaniowa, planowanie czy partycypacja społeczna.

Kontekst

Polityka mieszkaniowa, stawiająca sobie za cel produkcję mieszkań, prowadzi raczej do budowania miejsc do przeżycia niż miejsc do życia. Zdaje się przy tym nie dostrzegać nawet osiedla, nie mówiąc już o mieście.

Jeśli ktoś już mieszka w jako takich warunkach, z rzadka trafia na osiedle, do którego chciałby się przeprowadzić. Może być ono godne uwagi tylko wtedy, gdy jest położone w atrakcyjnym mieście lub w jego pobliżu. Samo osiedle w tym przypadku pozwala się rozpatrywać przede wszystkim w kontekście zapewniania lokum osobom, których warunki mieszkaniowe trudno nazwać przyzwoitymi albo które w ogóle nie mają gdzie mieszkać. Nie jest to jednak jeszcze „miejsce do życia”. O atrakcyjności takiego miejsca decyduje bowiem atrakcyjność miasta.

Miasta nie są rezultatem planowania. Miasta rodzą się poza planem. Co więcej, to właśnie one w praktyce budują „miejsce do życia”. Istnieje przy tym pole, na którym rozgrywają się konflikty. Część z nich mogą rozwiązywać stosowne decyzje władz (np. o organizacji konkretnego eventu lub rezygnacji z niego). Druga część dotyczy jednak planowania (np. tworzenia infrastruktury albo wznoszenia wieżowców, które mogą destrukcyjnie oddziaływać na sąsiednią zabudowę). W tych okolicznościach pojawia się miejsce na społeczną partycypację w rozwiązywaniu problemów. Jeśli jednak plan nie zapewnia przestrzeni do negocjacji, zamiast partycypacji rodzi się frustracja. Nie pomogą tu prawne argumenty, że trzeba było dyskutować w czasie tworzenia i uchwalania planu. System prawny nie zawsze musi karać obywateli – może wychodzić naprzeciw ich oczekiwaniom. Partycypacja społeczna wymaga elastyczności procedur oraz modyfikowania zarówno polityki, jak i planu.

Apartamentowiec Bernardyńska 4, Wrocław; proj. Maćków Pracownia Projektowa; fot. Maciej Lulko
Apartamentowiec Bernardyńska 4, Wrocław; proj. Maćków Pracownia Projektowa; fot. Maciej Lulko

Dostosowanie

Proces rozwoju miast i dokonujących się zmian ma charakter dynamiczny, co jest z natury sprzeczne ze statecznością planu jako źródła prawa. Bez zmiany podejścia do planowania, która winna zapewnić mu niezbędną dynamikę, nie ma szans na jakąkolwiek poprawę. Żaden sztywny plan nie zdoła zapobiec patologicznym procesom, które są nieuchronne w zetknięciu z prawem, jeśli nie nadąża ono za niesionymi przez życie wymaganiami. A wymagania te aplikują się bezpośrednio do tworzenia „miejsc do życia”.

W planowaniu, które miałoby służyć budowaniu ich w mieście, wypadałoby skupić się na pojęciach, takich jak ulica, plac, przestrzeń symboliczna lub reprezentacyjna. To z tymi pojęciami, a nie z funkcjonalnymi obszarami, warto łączyć planistyczne standardy. Z drugiej strony – chociaż takie podejście jest całkowicie obce stosowanemu planowaniu – w ramach możliwości, jakie stwarza ustawa, da się planować przestrzeń, a nie tylko przypisywać jej funkcje. Problem dotyczy więc także naszych umiejętności i kompetencji – w każdym bowiem systemie, nawet nieprzyjaznym, można próbować osiągać cele, nieraz z powodzeniem, jeśli tylko ma się ich świadomość i wolę realizowania. Z doświadczeń zawodowych wielu projektujących architektów wynika, że problemem jest jakość planistycznego warsztatu, który stoi za zapisami planu. I tym, co uderza najbardziej, jest brak myślenia w kategoriach „rzeczywistej przestrzeni” oraz jej faktycznej funkcji. Nie chodzi tu o definiowanie kształtu, ale o umiejętność tworzenia zapisu stosownego do charakteru opisywanych miejsc i elastycznego na tyle, na ile pozwalają ramy obowiązujących standardów. Zapisu stwarzającego możliwości, a nie głównie budującego ograniczenia tylko z chęci ich wprowadzania.

Niekoniecznie potrzebujemy ZPI, który całkowicie podlega zapisom planu i nie ma szans z nimi dyskutować, a przy tym może być stosowany na przypadkowych fragmentach miasta – tam, gdzie jakiś inwestor nabył większy kawałek terenu. Potrzeba nam natomiast Procesu Planowania Miasta, w którym w miejsce sztywnego prawa pojawi się dynamiczny proces modyfikacji planu. Żadnej bitwy ani wojny nie można byłoby wygrać, gdyby pierwotny plan nie mógł być na bieżąco dostosowywany do sytuacji. Plan, raz przyjęty, należy zmieniać adekwatnie do okoliczności, a każda podejmowana inwestycja winna stać się okazją do jego weryfikacji lub korekty.

Cele i intencje

Istnieje jeszcze szeroko pojęta polityka miejska – zadanie dla władz lokalnych, wyzwanie szczególnie dla małych i średniej wielkości miast, które nie mają wystarczająco utrwalonej historycznie tożsamości. Te borykają się z odpływem mieszkańców do miast dużych. Czego najczęściej nam brakuje? Zamysłu, wyobrażenia tworzonego miasta, które winny przekładać się na rozwiązania planistyczne, politykę mieszkaniową, społeczną, partycypację oraz wszystkie inne powiązane polityki. Bo istotne są cele i intencje. To one są „niezbywalne”, a sposoby ich realizacji – modyfikowalne. W kompletnej strukturze miejskiej, w której w pełni realizują się procesy społeczne, która została stworzona wspólnie i jest powszechnie akceptowana, istnieje miejsce na „miejsce do życia”.


JERZY SZCZEPANIK-DZIKOWSKI

Architekt IARP; absolwent ipóźniejszy wykładowca Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Prezes warszawskiego oddziału SARP wlatach 1984–1987; sekretarz KRIA w latach 2001–2005. Laureat Honorowej Nagrody SARP 2002; odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Współzałożyciel i wspólnik w JEMS Architekci.



Osiedle w Łowiczu; proj. GDA Łukasz Gaj oraz Pracownia Architektury i Urbanistyki Rafał Mazur.; fot. Maja Wirkus
Osiedle w Łowiczu; proj. GDA Łukasz Gaj oraz Pracownia Architektury i Urbanistyki Rafał Mazur.; fot. Maja Wirkus

ARCHITEKTURA W GĘSTWINIE NEGOCJACJI

Tekst: Przemo Łukasik

Mija niemal pół wieku, odkąd sondy Voyager opuściły Ziemię, zabierając w kosmiczną próżnię złote płyty z zapisem tego, co uznaliśmy za najważniejsze dla naszego gatunku. To manifest wysłany z jedynego znanego nam „miejsca do życia” i jedynego punktu w kosmosie, który potrafimy nazwać swoim domem.

Dzisiejsze „miejsce do życia” charakteryzuje splot kryzysów – od klimatycznego po głęboko humanitarny. Dla architekta jest to kontekst nadrzędny. Jako projektanci nie szukamy już utopii, lecz adekwatnych rozwiązań dla świata, który stał się ciasny, skomplikowany i niesprawiedliwy. Żyjemy w epoce binarnej. W debacie publicznej wszystko musi być czarne lub białe, prospołeczne albo „deweloperskie”. Kultura natychmiastowego werdyktu rzadko docieka przyczyn, a przecież „miejsce do życia” to pojęcie, które ewoluowało organicznie przez tysiąclecia.

Rzymski kompromis

Rzymskie insulae – wielokondygnacyjne domy czynszowe z I w. n.e. – definiowały rzeczywiste „miejsce do życia” starożytnej populacji Rzymu. Wznoszono je szybko, tanio, często łamiąc przepisy. Dolne kondygnacje zajmowali zamożniejsi lokatorzy. Z każdym piętrem warunki się jednak pogarszały: ludzie mieszkali w klitkach bez wody, ogrzewania, sanitariatów. Pożary i zawalenia były na porządku dziennym.

A jednak insulae działały. Stanowiły ekonomiczną odpowiedź na ciśnienie demograficzne, kompromis między możliwościami budownictwa, kapitałem a presją związaną z przeludnieniem. Ich architektura była wypadkową negocjacji: między właścicielem maksymalizującym zysk, lokatorami szukającymi dachu nad głową oraz władzą utrzymującą porządek. Historia insulae pokazuje, że „miejsce do życia” zawsze powstawało w gęstwinie interesów, ograniczeń technicznych i społecznych kompromisów.

Architektura nieformalna

Co dzieje się tam, gdzie nie zachodzi nawet ta podstawowa negocjacja? W favelach Rio, slumsach Dharavi czy dzielnicach bidonville w Dhace żyje dziś ponad miliard ludzi. Są to przestrzenie przetrwania, organizowane oddolnie, bez udziału architektów.

Paradoks polega na tym, że te miejsca, choć pozbawione architektury w formalnym sensie, funkcjonują. Wytwarzają własne struktury społeczne, gospodarki lokalne, sieci wsparcia. Dharavi generuje roczny obrót szacowany na setki milionów dolarów. Torre David w Caracas – niedokończony projekt wenezuelskiej finansjery – to najwyższy pionowy slums, ikona architektury nieformalnej. Favela Rocinha w Rio jest domem dla ponad stu tysięcy osób, które zbudowały dumną, lokalną społeczność.

Torre David nagrodzono w 2012 r. Złotym Lwem na weneckim Biennale Architektury za rozpoznanie potencjału w nieformalnej wspólnocie. Dziś mówimy o odpowiedzialnej architekturze „drugiego obiegu”, nagradzamy projekty adaptacji i recykling. Jednocześnie ignorujemy fakt, że prawdziwa architektura konieczności dzieje się gdzie indziej, na nieporównywalnie większą skalę. Tam każdego dnia powstaje wiedza o tym, w jaki sposób maksymalizować użyteczność przy minimalnych zasobach i organizować wspólnoty bez formalnych struktur.

Pytanie nie brzmi: jak im pomóc, tylko: czego możemy się od nich nauczyć. Architektura faveli to laboratorium elastyczności i społecznej samoorganizacji. To lekcja pokory dla profesji, która często zapomina, że najważniejszym zadaniem architektury jest nie stworzenie formy, ale umożliwienie życia.

Bloki z wielkiej płyty w powojennej Europie także były kompromisem, odpowiedzią na kryzys mieszkaniowy i możliwości przemysłu. Dziś deweloperskie osiedla są kolejnym wcieleniem tej samej logiki w odmiennych realiach ekonomicznych.

Budynek TBS w Rybniku; proj. SLAS architekci; fot. SLAS architekci
Budynek TBS w Rybniku; proj. SLAS architekci; fot. SLAS architekci

Pole eksperymentów

Współczesny architekt rzadko jest wyłącznie wizjonerem. Znacznie częściej wciela się w rolę negocjatora, który stara się przekonać kapitał, że jakość przestrzeni społecznej to nie koszt, tylko wartość. Należałoby tu przywołać koncepcję Jakuba Szczęsnego: „architektura jako amfora” – budynek nie jest rzeźbą, lecz naczyniem i to nie zewnętrzna forma jest kluczowa, lecz pusta przestrzeń wewnątrz. Tam przecież toczy się prawdziwe życie.

Mądre osiedla, np. berlińskie realizacje Brunona Tauta, warszawski Ursynów czy katowicki Tauzen, powstawały dzięki synergii projektantów i silnego mecenatu państwowego. Współcześnie brakuje nam tej skali myślenia o strukturze miasta, choć nieliczne próby, takie jak wrocławskie Nowe Żerniki, pokazują, że poszukiwanie „miejsca do życia” do dziś pozostaje polem eksperymentów.

Musimy zrozumieć, że jakość przestrzeni życiowej zależy od systemu regulacji prawnych i ekonomicznych, a nie tylko od „dobrej woli” projektanta. Dobre „miejsce do życia” powstaje tam, gdzie udaje się znaleźć równowagę między wymogami rynku, odpowiedzialnością społeczną a kunsztem autora projektu. Wymaga to umiejętności, której nie uczy się na wydziałach architektury – prowadzenia trudnych rozmów i obrony wartości niemających bezpośredniego przełożenia na arkusz kalkulacyjny.

Dwa światy

Pytanie, które dziś przed nami stoi, to nie: jak budować pięknie, lecz: jak negocjować mądrze. A czym właściwie jest „miejsce do życia” w świecie pękającym od sprzeczności? Europa kurczy się demograficznie, planuje zieloną transformację. Tymczasem w Lagos, Dhace, Kinszasie populacja podwaja się co dekadę. Tam każdego dnia powstają tysiące „miejsc do życia” bez pozwoleń, projektów, nadzoru. Dwa światy, dwa tempa, dwie definicje. W Europie zastanawiamy się, jak rewitalizować blokowiska, pustoszejące centra handlowe, budynki biurowe. To ważne pytania, ale dotyczą zaledwie ułamka ludzkości. Większość globalnej populacji buduje według reguł przetrwania, a nie planowania.

Miejsce architekta

Gdzie w tym wszystkim jest miejsce architekta? Czy jego rola ogranicza się do obsługi osób, które na to stać? Czy może przedstawiciele zawodu muszą przeanalizować podstawowe założenia architektury i przestać myśleć o sobie jako o twórcach form, a zacząć postrzegać się jako katalizatory procesów, negocjatorzy między siłami, które i tak kształtują przestrzeń?

Być może prawdziwe pytanie brzmi: czy w świecie, gdzie miliard ludzi buduje bez nas, a kolejny miliard nie może sobie pozwolić na nasze usługi, architektura jako zawód ma jeszcze prawo do dotychczasowej definicji? A jeśli nie, to czym powinna się stać?

Odpowiedzi nie znam. Wiem tylko, że „miejsca do życia” będą powstawać jutro, pojutrze i w ciągu kolejnych dekad, niezależnie od tego, czy znajdziemy mądre odpowiedzi.

Znaczące dla naszej profesji okaże się ostatecznie to, czy będziemy przy tym obecni, a gdyby tak się stało – jaką przyjmiemy rolę.


PRZEMO ŁUKASIK
Członek Rady Programowej KAP

Architekt IARP; współzałożyciel Medusa Group; absolwent Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej iparyskiej École d’Architecture Paris-Villemin (stypendium Rządu Francuskiego). Doświadczenie zdobywał w pracowniach Jeana Nouvela oraz Odile Decq/Benoit Cornette. Laureat Honorowej Nagrody SARP 2024 (wraz z Łukaszem Zagałą) oraz wielu innych wyróżnień. Wykładowca akademicki, społecznik zaangażowany w rozwój Śląska.

rozumiem
Używamy plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Korzystając z tej strony wyrażasz na to zgodę.