logo
Strefa architekta - logowanie
EN
DACHRYNNA
DACHRYNNA
DACHRYNNA
ZAWóD:ARCHITEKT
01.12.2025

W 80 godzin dookoła doby. Refleksje o przetrwaniu

W poszukiwaniu straconego czasu1

Powyższe, oczywiste nawiązania do klasyki literatury, do Verne’a2 i Prousta, poczynione przy herbatce z domową konfiturą i ulubionym herbatnikiem Petit Beurre (jak sama nazwa wskazuje, raczej dietetycznym, a nie wyrafinowanym jak sławna magdalenka), wskazują na mniej architektoniczny charakter tego felietonu. W numerze poświęconym przetrwaniu w zawodzie architekta, co brzmi dramatycznie3, ale i realistycznie, nie piszę więc o architekturze w kontekście zawodu zaufania publicznego, wielkiej sztuki stosowanej, zbioru budynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych, istniejących i projektowanych. Piszę tu o przetrwaniu, czyli o istnieniu, życiu architekta. Najpierw o tym, że tempus fugit… Czas ucieka, a my, architekci, mamy go zawsze za mało. Moim zdaniem, z konieczności sprostania wyzwaniom Królowej Sztuk, próbujemy uprawiać dyscyplinę jeszcze trudniejszą niż Ona Sama. Testujemy sztukę naginania czasoprzestrzeni, eksperymentując, tak aby doba architekta miała – minimum – tytułowe 80 godzin, czyli 31/3 doby astronomicznej. Wtedy może zdążylibyśmy ze wszystkim: mielibyśmy czas, by i pracować, i żyć. Mam wrażenie, że chwilami udaje mi się opanowywać tę sztukę, zgodnie z przesławnym zaklęciem Fausta: „Chwilo, trwaj!”4. Zaryzykuję twierdzenie, że może nawet nie tylko chwilami. Jak to jest możliwe, skoro przeczy prawom fizyki?

Nad Bałtykiem, 2025 r.; fot. Gabriela Urbańska-Legutko i Marta A. Urbańska
Nad Bałtykiem, 2025 r.; fot. Gabriela Urbańska-Legutko i Marta A. Urbańska

Szaleństwo i metoda

Skoro przywołałam już dwóch klasyków, odwołujmy się dalej – tym razem do Szekspira. Oczywiście Hamlet skończył tragicznie, tak samo jak demaskujący go Poloniusz, jednak sławny cytat o metodzie w szaleństwie jest wieczny5. Zgodnie z tą ideą stosuję rozwiązanie może właśnie szaleńcze, lecz wielokrotnie polecane przez wszystkich mistrzów architektury, a co więcej, popierane przez znakomite Koleżanki i znakomitych Kolegów, uprawiających tę samą metodę. Mogę rzec śmiało, że pracuję zawsze i wszędzie. Z tej perspektywy (termin nieprzypadkowy) – życia jako pracy i vice versa – wszystko staje się cudownie proste. Rzecz jasna można mnie wyśmiać, twierdząc, że to domorosła sofistyka; albo patrzeć z politowaniem jak na przypadek ciężkiego uzależnienia: pracoholizmu. Jednak, klasycznie interpretując wątpliwości na korzyść oskarżonego – in dubio pro reo – uważam, że wszystko jest pracą, jak u Stachury wszystko było poezją6. Pracą są także chwile, godziny, czasem tygodnie czy, bardzo rzadko, miesiące, poświęcone temu, by robić coś innego, niż konkretnie uprawiać architekturę – czyli celowo badać, opiniować, projektować, rysować, korygować, uzgadniać, prowadzić walkę z administracją, wykładać, budować, nadzorować. To „robienie czegoś innego” służy bowiem celom, bez których tworzyć architektury się nie da: stałemu myśleniu, refleksji i inspiracji w regeneracji. Dlatego też zaraz opiszę pokrótce kilka zajęć albo braków zajęć, którym, w mej opinii, można się chwilami oddawać – aby przetrwać, żyjąc dla pracy. Życiem de facto zakonnym: jednocześnie kontemplacyjnym i rycerskim, walecznym. To straszliwie surowa reguła, a uwagi są całkowicie subiektywne. Autorka pozwala sobie zastrzec, zupełnie nietypowo dla architekta, że nie ponosi odpowiedzialności za efekty stosowania – jeśli przetrwanie miałoby się nie powieść.

Wycieczki: kontemplacja

Kwestia jest oczywista, lecz dla porządku ją odnotuję. Podróże – czy to na budowę, wizję lokalną, czy na spotkania z klientami i ze środowiskiem – są codziennością naszego zawodu. Czasem intrygującą, a czasem denerwującą, choćby z racji samego agresywnego ruchu (albo bezruchu) w miastach. Cóż dopiero, gdy na miejscu napotkamy poważne problemy! Natomiast wyjazdy studialne, wycieczki, podróże do wód, nad morze, na wyspy, w góry, do lasu, do najbliższej wsi, do własnego ogrodu, do innych miast, dokądkolwiek – są, moim zdaniem, najlepszym, co możemy w ogóle zrobić. Dla ducha, dla ciała, dla intelektu, studiów, inspiracji, zmiany miejsca, dla chwili abstrakcji… Po to, by wiedzieć, rozumieć, widzieć coraz więcej i coraz lepiej przekładać to na twórczość. A przynajmniej po to, by próbować odpocząć – dla skuteczniejszej walki.

W Tatrach, 2017 r.; fot. Marta A. Urbańska
W Tatrach, 2017 r.; fot. Marta A. Urbańska

Lektury i pisma: próba ratunku

Czytanie książek czy magazynów w wersji drukowanej jest już dzisiaj chyba mission impossible. Straszne rozproszenie uwagi, nie tylko „bomba megabitowa”, jak chciał genialny Stanisław Lem, ale wręcz gigabitowa, agresywnie atakująca nas każdego dnia, zabija skupienie na literackich formach. Autorka mierzy się z tym problemem mimo posiadania obszernej biblioteki, stale uzupełnianej zarówno dla piękna publikacji, dla tradycji, jak i dla wygodnych miejsc dla lektury. Co gorsza, nie tylko ulegam tsunami internetu, ale również je mnożę, korespondując za pomocą wszystkich dostępnych mediów, choć znane mi są ponure skutki takiej hiperaktywności dla – mówiąc w skrócie – mózgu. To przygnębiające; kiedyś czytywałam kilka książek miesięcznie, nudząc się w szkole i na niektórych wykładach (o, zgrozo!). Jednak wciąż staram się czytać. Zapamiętałam to, co ponad ćwierć wieku temu rzekł mi – brutalnie, lecz skutecznie i proroczo – pewien profesor nauk politycznych i dziennikarstwa: „Uważaj, żebyś nie należała do modnych dzisiaj idiotów, którzy nic nie czytają, tylko piszą”. Wypada tylko sparafrazować Gombrowicza: koniec i bomba, kto (nie) czytał, ten trąba!7.

Na Uniwersytecie w Debreczynie (Debreceni Egyetem; proj. Flóris Korb), 2023 r.; fot. Marta A. Urbańska
Na Uniwersytecie w Debreczynie (Debreceni Egyetem; proj. Flóris Korb), 2023 r.; fot. Marta A. Urbańska

Muzyka: dźwięki i cisza

„Architektura to zamrożona muzyka” wedle celnego romantycznego powiedzenia (autorstwo przypisywane jest albo von Goethemu, albo von Schellingowi). To oczywiste: kompozycja, struktura, nastrój, ornament… Znaczenie muzyki dla poznania i wyrażenia świata, a także własnego ducha, jest kosmiczne. Muzyka wiąże się też immanentnie z architekturą przez miejsca, w których jest wykonywana: są one zawsze spektakularne. Nawet jeśli gramy w domu czy na przystanku, zmieniamy percepcję przestrzeni. Wszelkie dalsze rozważania są tu zbędne. Jeśli ktoś nie lubi muzyki i nie pomaga mu ona w walce o przetrwanie – pozwalam sobie polecić jej inwersję: ciszę. Warto spróbować.

W Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie (proj. Barozzi & Veiga), 2015; fot. Marta A. Urbańska
W Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie (proj. Barozzi & Veiga), 2015; fot. Marta A. Urbańska

Sport: w zdrowym ciele zdrowy duch

Wielu architektów lubi różne sporty – w myśl tej klasycznej maksymy. Znam licznych uprawiających żeglarstwo, pływanie, jogging, nordic walking, górskie wędrówki, narciarstwo, snowboard, alpinizm, a nawet himalaizm, tenis, jazdę konną, automobilizm, skoki spadochronowe etc., etc. Są jeszcze taniec, joga, aerobik, pilates, fitness… Wszystko to służy zdrowiu, co oczywiście jest konieczne, aby przetrwać. Wyznam szczerze, że ja sportowo uprawiam stoicyzm. Ten statyczny – choć niemały – wysiłek służy mi najbardziej. A kolejny sport omówię za chwilę.

Życie rodzinne i towarzyskie

Ta sfera życia jest jednym z głównych celów, a dla niektórych nawet najważniejszym, samym w sobie. W mym domu rodzinnym zawsze była ona przeniknięta sztuką i życiem zawodowym oraz publicznym. Przy stole rozmawiało się – i rozmawia – o sprawach artystycznych, historii i cywilizacji, kulturze i świecie. Je się też i pije, z gustem. I na tym, w celu zachowania prywatności, wypadałoby skończyć. Sama idea życia prywatnego – w czasach powszechnej ekspozycji medialnej i w zawodzie zaufania publicznego – jest, mym zdaniem, raczej wątła. Dodam jednak, że posiadanie życia rodzinnego i towarzyskiego, nawet reliktowego, traktuję jako absolutny punkt honoru. Co więcej, jest ono – i zawsze było – także sportem ekstremalnym. Przyczyn tej radykalnej ekwilibrystyki, nikomu posiadającemu zawód twórczy i rodzinę, żyjącemu w tak ciekawych czasach, tłumaczyć nie trzeba. Ale do odważnych świat należy! Zatem próbujmy dalej – kiedyś słynęliśmy z fantazji… A jeśli i ona zawiedzie, w odwodzie zostaje stoicyzm.

„Ku pamięci wycieczki na puszczy” (oryginalny opis z rewersu odbitki), 1929 r.; w pustelni św. Jana z Dukli; proj. o. Kamil Żarnowski; fot. Władysław Sokołowicz
„Ku pamięci wycieczki na puszczy” (oryginalny opis z rewersu odbitki), 1929 r.; w pustelni św. Jana z Dukli; proj. o. Kamil Żarnowski; fot. Władysław Sokołowicz

Styl

„Styl to człowiek” – rzekł w XVIII w. hrabia Georges Louis Leclerc de Buffon. Nie była to bufonada, lecz sama prawda. Uważam, że jako profesjonaliści stylu, tworzący formy i ramy dla życia innych, sami musimy mieć styl – bez niego nie przetrwamy. Styl kocham i rozumiem, trawestując lirykę Bogdana „Łyzi” Łyszkiewicza, niezapomnianego frontmana Chłopców z Placu Broni8. Styl architektury, krajobrazu, ogrodów, wnętrz, styl designu, przedmiotów, ubioru, biżuterii, własnych manier, wychowania, wypowiedzi, słowem – cały styl życia, powinien być dla nas istotą sprawy. Podobno moda jest dla tych, którzy nie mają stylu. Z całym szacunkiem dla fanów mody, może być coś na rzeczy – styl zawsze był świadomym, indywidualnym konstruktem, i to zapewne miał na myśli hr. de Buffon. Niektórzy uważają, że wszystko jedno, jaki jest styl – byle był skuteczny. Mnie się zdaje, bardzo staromodnie, za Arystotelesem, że styl powinien być stosowny. Adekwatny do godnej rangi zawodu, o którą nam tu chodzi. Powinniśmy mieć trochę aspiracji… i wykształcenia. Zresztą stale musimy je uzupełniać – zgodnie z naszym Kodeksem Etyki Zawodowej Architektów. Zatem, w ramach przetrwania zawodu, warto rozwijać piękny styl. Romantyk John Keats pisał:

„To, co jest piękne, na wieki raduje,
Ten czar się wzmaga, nigdy nie zstępuje
W nicość, schronienia otwiera nam bramy,
Gdzie słodko śnimy, zdrowo oddychamy”9.

W Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie (Szépművészeti Múzeum; proj. Albert Schickedanz, Fülöp Herzog), 2023 r.; fot. Gabriela Urbańska-Legutko
W Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie (Szépművészeti Múzeum; proj. Albert Schickedanz, Fülöp Herzog), 2023 r.; fot. Gabriela Urbańska-Legutko

Filozofia: sens życia

Frank Lloyd Wright stwierdził w 1959 r.: „Nie ma architektury bez filozofii. Nie ma w ogóle żadnej sztuki bez jej własnej filozofii”10. Z geniuszem nie sposób się spierać, absolutnie każdy architekt słyszał przynajmniej o Witruwiuszu, Albertim i o manifestach XX w. Poza tym jestem zdania, że filozofia naprawdę pociesza, etycznie i racjonalnie. Nie tylko w tak strasznych okolicznościach, jak prześladowania, które skłoniły chrześcijańskiego platonistę Boecjusza do spisania laudacji – pod takim właśnie tytułem: O pocieszeniu, jakie daje filozofia11. Filozofia jest naprawdę dobra na wszystko; od Platona przez Akwinatę po Ingardena i Bocheńskiego każdy znajdzie coś dla siebie. Przykładowo: Józef Maria Bocheński uznał pragmatycznie, i to właśnie było źródłem inspiracji do niniejszych dywagacji, że „Życie danego człowieka ma sens wtedy i tylko wtedy, kiedy albo istnieje cel, do którego on w tej chwili dąży, albo on tej chwili używa”12.

A poza tym, jeśli zwątpimy w sens uprawianego zawodu, zawsze zostaje Kartezjusz i jego sławna maksyma, która w całości brzmi: „Wątpię, więc jestem, lub, co jest tym samym: myślę, więc jestem”13. Można tu – analitycznie – dodać: skoro jestem, to przetrwałem i trwam.

Swoboda

Przetrwania… Tego życzę, zwłaszcza że wielkim nieobecnym aspektem tych dywagacji jest kwestia finansowa. To nader wygodne, ale pozwala na to swobodna forma felietonu, którą ochoczo wykorzystałam. Naprawdę, najbardziej życzę nam wszystkim właśnie swobody. Finansowej i każdej. Wtedy przetrwanie nie tylko się uda, ale też zmieni się w piękne życie – w eleganckich proporcjach z architekturą, rzecz jasna. Dla użycia chwili, w harmonii. A autorka? Cóż, zapewne nawet w tych idealnych warunkach pracowałaby bez przerwy, przynajmniej snując myśli i refleksje, zgodnie z wcześniejszą deklaracją. I skoro zaczęliśmy od Prousta, skończmy cytatem z innego wielkiego Francuza, Moliera: „Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało!”14.

----

1 M. Proust, W poszukiwaniu straconego czasu, t. 1: W stronę Swanna, t. 2: W cieniu zakwitających dziewcząt, t. 3: Strona Guermantes, t. 4: Sodoma i Gomora, t. 5: Uwięziona, przeł. T. Boy-Żeleński; t. 6: Nie ma Albertyny, przeł. M. Żurowski; t. 7: Czas odnaleziony, przeł. J. Rogoziński.

2 J. Verne, W 80 dni dookoła świata, przeł. Z. Florczak, il. W. Majchrzak, Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia”, Warszawa 1964, wyd. 7.

3 Por. definicja terminu „przetrwać” – hasło w: Słownik Języka Polskiego PWN: „1. przetrzymać jakiś trudny okres, utrzymać się przy życiu, nie ulec zagładzie, zniszczeniu; 2. trwając, istniejąc, pozostać, wytrzymać dłużej niż ktoś inny, niż coś innego”, https://sjp.pwn.pl/slowniki/przetrwać.html (data dostępu: listopad 2025).

4 J.W. von Goethe, Faust, cz. 2, przeł. E. Zegadłowicz, F. Foltin, Wadowice 1926, s. 314: „I wtedy mógłbym rzec: trwaj chwilo, o chwilo, jesteś piękną! Czyny dni moich czas przesilą, u wrót wieczności klękną. W przeczuciu szczęścia, w radosnym zachwycie, stanąłem oto już na życia szczycie!”.

5 W. Szekspir, Hamlet. Królewicz duński, przeł. J. Paszkowski, Wolne Lektury, wersja PDF, s. 49, https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/hamlet.pdf (data dostępu: listopad 2025). Por. „Chociaż to wariacja, nie jest jednakże bez metody – bardziej znana wersja tłumaczenia tej frazy podejrzliwego Poloniusza badającego Hamleta brzmi: «W tym szaleństwie jest metoda»” [przypis edytorski] – przypis nr 218, s. 49.

6 E. Stachura, Wszystko jest poezją. Opowieść-rzeka, red. H. Bereza, Z. Fedecki, K. Rutkowski, t. 4, Czytelnik, Warszawa 1984, s. 5.

7 W. Gombrowicz, Ferdydurke, Dom Wydawniczy „Jota”, Warszawa 1990, s. 56 (oryg. „Koniec i bomba, a kto czytał, ten trąba”).

8 Kocham wolność, tekst i muzyka Bogdan Łyszkiewicz, 1990 (oryg. „Wolność kocham i rozumiem…”).

9 J. Keats, Endymion, przeł. Z. Kubiak, [w:] Twarde dno snu. Tradycja romantyczna w poezji języka angielskiego, Noir sur Blanc, Warszawa 1993 i 2002, s. 25.

10 F.L. Wright: „There is no architecture without a philosophy. There is no art of any kind without its own philosophy”, 1957, por. https://franklloydwright.org/frank-lloyd-wright (data dostępu: listopad 2025).

11 Anicjusz Boecjusz, O pocieszeniu, jakie daje filozofia, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2024.

12 J.M. Bocheński OP, O sensie życia, [w:] Sens życia i inne eseje, Philed, Kraków 1993, s. 13.

13 Por. B. Paź, Cogito w ujęciu Kartezjusza, https://www.ptta.pl/pef/pdf/c/cogito.pdf (data dostępu: listopad 2025).

14 Molier, Grzegorz Dyndała albo mąż zmieszany, przeł. T. Boy-Żeleński.


fot. Patryk Czornij
fot. Patryk Czornij

MARTA A. URBAŃSKA

Architekt IARP; członek MPOIA RP, SARP i SKOZK. Historyk i krytyk architektury, profesor Politechniki Krakowskiej. Ekspert Fundacji Miesa van der Rohe.

rozumiem
Używamy plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Korzystając z tej strony wyrażasz na to zgodę.