Bezpieczna architektura to taka, która chroni i nas, i środowisko, a jednocześnie może ewoluować wraz ze zmieniającymi się potrzebami – mówi Jerzy Łątka z Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej w rozmowie z Beatą Stobiecką.
Beata Stobiecka: Hasło „architektura bezpieczna” przywodzi na myśl przede wszystkim bezpieczeństwo ludzi w budynku, które zapewnia odpowiednia konstrukcja. Wpisujący się w te wyobrażenia obiekt jawi się jako masywny i stabilny. Tymczasem okazuje się, że najlepszymi schronieniami są konstrukcje lekkie, tymczasowe, sezonowe. Dlaczego ta „szybka”, niepozorna architektura nabiera coraz większego znaczenia?
Jerzy Łątka: Istnieje nurt architektury tymczasowej, zwany architekturą pop-up. Tworzone zgodnie z jego duchem obiekty pojawiają się nagle i równie nagle mogą zniknąć – są budowane szybko i łatwo je zdemontować. Pod względem formalnym nurt ten obejmuje duży zbiór budowli – od architektury pomocowej, która jest wsparciem dla uchodźców czy przesiedleńców wewnętrznych podczas wojen lub innych katastrof, przez budownictwo tymczasowe, np. dla pracowników sezonowych, po obiekty komercyjne, jak pop-upowe restauracje, miejsca wydarzeń kulturalnych, artystycznych – np. na wystawach światowych EXPO czy wielkich festiwalach, gdzie tysiące ludzi przyjeżdża na pustynię i powstaje tam de facto tymczasowe miasto.
W naszym kręgu kulturowym poczucie bezpieczeństwa wiąże się z czymś stałym, zbudowanym na skale, a nie na piasku, z opoką – czyli obiektami realizowanymi na 100 czy 200 lat. Ale czy fizyczny wymiar bezpieczeństwa może oddziaływać też na jego inne aspekty, np. psychiczny lub dotyczący wygody życia?
Na przestrzeni lat każdemu z nas zmienia się sytuacja życiowa – zakładamy rodzinę, rodzą się dzieci, które potem dorastają – i równocześnie ewoluują nasze potrzeby przestrzenne. Poczucie komfortu i w pewnym sensie bezpieczeństwa zapewnia zatem możliwość zmian, a nie sztywna stabilność architektury.
Jednym z nurtów projektowych, które można przywołać na poparcie tego stwierdzenia, był open building, stworzony w Niderlandach pod koniec lat 60. XX w. przez profesora Johna Habrakena z Uniwersytetu Technicznego w Delfcie. Nurt zakładał budowanie obiektów z dwóch warstw: struktury i wypełnienia. Struktura, do której zaliczają się konstrukcja, infrastruktura i układ komunikacyjny, jest stała. Wypełnienie zaś może się zmieniać w zależności od sytuacji zachodzących w czasie. Można więc stworzyć budynki wielorodzinne, których przyszli mieszkańcy decydują, ile każdy z nich potrzebuje miejsca, jaki budżet chce przeznaczyć na własne lokum i w jaki sposób zagospodaruje daną przestrzeń. Jednocześnie tak dopasowane do indywidualnych potrzeb obiekty i mieszkania mogą nieustannie zmieniać się w czasie. Podobnie jest choćby w przypadku autostrad, które są inwestycją publiczną, ale każdy porusza się po nich trochę inaczej, swoim samochodem i w wybranym przez siebie kierunku. Oczywiście open building zakłada, że najpierw trzeba zapewnić bezpieczeństwo w sferze fizycznej – ochronę przed czynnikami zewnętrznymi, takimi jak chłód i wiatr – ale szerzej pojmowane poczucie bezpieczeństwa koncentruje się wokół możliwości dostosowania oraz zmian.
Czy można więc powiedzieć, że to bazowe bezpieczeństwo wynika z neutralności architektury, która po zasiedleniu daje różne możliwości adaptacyjne? A może odwrotnie – od początku powinno się adresować powstające obiekty, tyle że do dużego grona użytkowników, elastycznych i gotowych na zmiany?
Jeśli weźmiemy pod uwagę neutralność na poziomie konstrukcji i infrastruktury, można to uznać za ciekawe podejście. Jednak później architektura jest już dopasowywana do potrzeb adresata. Rozwiązanie powinno więc być jak najbardziej neutralne, wpisujące się w kontekst. Tylko czy krajobraz architektoniczny nie byłby zbyt nudny, gdyby – od czasu do czasu – nie powstało w nim coś niezwykłego, jakiś ekstrawagancki budynek „solista”? Takie obiekty też są potrzebne, ponieważ budują narrację miejsca.
Reasumując – bezpieczna architektura to taka, która chroni i nas, i środowisko, a jednocześnie może ewoluować wraz ze zmieniającymi się potrzebami. Rok 2020 był najlepszym sprawdzianem tego założenia. W czasie pandemii diametralnie zmieniły się potrzeby mieszkańców – nie wolno było wychodzić do pracy, szkoły, cała aktywność poza miejscem zamieszkania została zablokowana. Okazało się wtedy, że część osób musiała pracować w domowych łazienkach, bo tylko tam miała spokój i nie przeszkadzała innym domownikom. Takie ekstremalne sytuacje są wyzwaniem dla architektów, którzy powinni przewidywać, jak architektura może być wykorzystywana w nieznanych nam jeszcze okolicznościach. Warto jednak pamiętać, że choć rozwiązania, takie jak ruchome ściany umożliwiające szybkie zmiany w mieszkaniu, są ideowymi i z pewnością atrakcyjnymi zabiegami, to często się nie sprawdzają, co wielokrotnie pokazały tego typu realizacje.
Co mógłby Pan zalecić projektantom w kwestii bezpieczeństwa architektury?
Kwestię bezpieczeństwa można rozpatrywać na wielu poziomach. Oprócz tego fizycznego, zaspokajającego podstawowe potrzeby człowieka, warto zwrócić uwagę na wspólnotowość zapewniającą poczucie bezpieczeństwa w społeczności, w której żyjemy, pracujemy, funkcjonujemy. Na Wydziale Architektury staramy się zatem wpajać studentom, że ważne jest to, co dzieje się nie tylko z budynkiem (zwłaszcza mieszkaniowym) i w jego wnętrzu, ale też wokół niego. Innymi słowy, cytując tytuł jednej z książek Jana Gehla, chcemy przekazać, że „życie między budynkami” jest równie istotne. To podejście stanowi spuściznę wrocławskiej Szkoły Naukowej Habitat, stworzonej przez profesora Zbigniewa Bacia. Według jej założeń kształtowanie środowiska mieszkaniowego stanowi proces wieloaspektowy, w którym życie społeczne odgrywa podstawową rolę.
Przed nami znajduje się makieta trzech budynków zaprojektowanych przez mistrza architektury pomocowej Shigeru Bana, z którym współpracuje Pan od lat. Co je charakteryzuje?
Jest to makieta przedstawiająca trzy budynki, zaprojektowane w trzech różnych technologiach. Zarówno projekty, jak i ich realizacja otrzymały dofinansowanie z rządu japońskiego w ramach wsparcia społeczności ukraińskiej w Polsce.
Pierwszy z nich, tzw. Styrofoam Housing System (SHS), będzie wykonany z sandwichowych paneli, podobnych konstrukcyjnie do tych, z których buduje się łodzie albo turbiny wiatrowe, czyli składających się z włókna szklanego, żywicy i materiałów izolacyjnych. Choć w powszechnej świadomości materiały te wciąż uchodzą za nietrwałe i negatywnie wpływające na środowisko naturalne, to przeprowadzone badania wytrzymałościowe, a także analiza cyklu życia wykonanego z nich budynku (LCA) wykazały, że – w porównaniu z tradycyjnymi materiałami budowlanymi – ich parametry wypadają bardzo dobrze.
Drugi budynek planowany jest jako dwukondygnacyjny obiekt wykonany w technologii drewna klejonego krzyżowo (CLT), w którym grubość przegród konstrukcyjnych wynosi od 4 do 12 cm. CLT staje się coraz popularniejszym materiałem, zwłaszcza w krajach skandynawskich, Austrii czy Niemczech. Obecnie mówi się, że drewno to nowy beton.
Ostatni z budynków to Furniture House – jeden z najbardziej znanych projektów Shigeru Bana, gdzie systemy meblarskie służą także jako elementy konstrukcyjne.
Podstawowe założenia dotyczące tych trzech projektów to wykorzystanie prefabrykacji oraz realizacja w ramach relatywnie szybkiego procesu budowy. Aby je właściwie wykorzystać, wraz z naszą doktorantką Marceliną Terelak prowadzimy badania dotyczące potrzeb uchodźców. Okazuje się bowiem, że w ciągu trzech lat wśród migrantów z Ukrainy zapotrzebowanie na lokale znacząco się zmniejszyło. Osoby, które w tej chwili przebywają w Polsce, są już samodzielne i mają swoje miejsca zamieszkania – wynajęte lub kupione. Wciąż jednak potrzebne jest duże wsparcie językowe, psychologiczne, zawodowe. Budynki te nie będą więc użytkowane przez jedną, dwie czy trzy rodziny, tylko przez większą liczbę ludzi i posłużą również integracji. Jeśli powstaną na terenie uczelni, będą mogły być wykorzystywane przez ukraińskich studentów. W przypadku zrealizowania inwestycji na terenie należącym do miasta lub instytucji wspierających uchodźców, zostaną przeznaczone na miejsce organizacji różnego rodzaju szkoleń czy akcji pomocowych.
Czy takie budynki już gdzieś stoją, czy we Wrocławiu będzie ich premiera?
Prototyp pierwszego z wymienionych projektów, czyli SHS, powstał w 2022 r. we Wrocławiu, a kolejna jego wersja została wzniesiona w 2023 r. we Lwowie, w sąsiedztwie osiedla kontenerowego dla uchodźców wewnętrznych.
Historia budynku z CLT sięga roku 2011, kiedy – po trzęsieniu ziemi w regionie Tōhoku w Japonii – Shigeru Ban zbudował z kontenerów transportowych dziewięć budynków galeriowych na terenie boiska do bejsbola. We wrocławskiej odsłonie kontenery będą jednak zastąpione przyjaźniejszym materiałem – drewnem.
Jak wspomniałem wcześniej, trzeci budynek to powszechnie znany projekt Shigeru Bana, więc do tej pory powstało – zarówno w Japonii, jak i w USA – już sześć różnych wersji obiektu Furniture House.
We Wrocławiu mamy zatem szansę nie tylko podziwiać, ale też zbudować obiekty autorstwa zdobywcy nagrody Pritzkera, które posłużą uchodźcom oraz lokalnej społeczności.

JERZY ŁĄTKA
Architekt; dr inż., pracuje na Wydziale Architektury Politechniki Wrocławskiej (w pracowni architektury mieszkaniowej Studio Habitat); w swojej pracy badawczej i projektowej zajmuje się możliwościami wykorzystania papieru i jego pochodnych do realizacji nowatorskich konstrukcji, a także architekturą tymczasową, pomocową, mieszkaniową i społeczną.






