logo
Strefa architekta - logowanie
EN
Panel dachowy na rąbek Galeco GRIN
Panel dachowy na rąbek Galeco GRIN
Panel dachowy na rąbek Galeco GRIN
ZAWóD:ARCHITEKT
08.09.2025

Bezpieczna architektura krajobrazowa

Projektowanie architektury krajobrazowej, bezpiecznej dla człowieka i środowiska, oraz sposoby unikania zagrożenia w warunkach podwyższonego ryzyka – to tematy rozmowy Beaty Stobieckiej z Wojciechem Świątkiem, współwłaścicielem pracowni 55Architekci.

Leśne molo w Centrum Aktywnego Wypoczynku – Miejska Góra; proj. 55Architekci; fot. Wojciech Świątek
Leśne molo w Centrum Aktywnego Wypoczynku – Miejska Góra; proj. 55Architekci; fot. Wojciech Świątek

Beata Stobiecka: Co dla Pana oznacza wieloznaczne skądinąd określenie „architektura bezpieczna”?

Wojciech Świątek: Odpowiedź na to pytanie jest bardzo złożona, ale to, co pierwsze przychodzi mi do głowy, to sprawy związane z inżynierią – z budownictwem, technologiami i ze świadomym kształtowaniem bryły, wnętrza oraz detalu. Mam tu na myśli przygotowanie obiektu w taki sposób, aby spełniał wymagane warunki i zobiektywizowane oczekiwania odbiorcy w zakresie bezpieczeństwa. W czasach, kiedy systemy kontroli dbające o komfort człowieka stały się normą, nie sposób pominąć tego pierwszoplanowego zagadnienia. Techniczne bezpieczeństwo w architekturze wiąże się oczywiście z pracą architektów, ponieważ musimy tę kwestię przewidzieć w projektach i skoordynować w przestrzeni, która nie jest jedynie realizacją gotowych, zamkniętych rozwiązań. Odbiorca oczekuje twórczej reakcji na każdy problem.

Państwa pracownia projektuje dużo obiektów krajobrazowych – enklawy przyrodnicze, platformy widokowe, ścieżki leśne, schrony górskie itd. W takich miejscach kwestia bezpieczeństwa ma trochę inny charakter i dotyczy nie tylko człowieka, ale również przyrody.

I właśnie to interesuje mnie najbardziej – bezpieczeństwo obiektów, które nie są budynkami, ale strukturami, inscenizacjami projektowanymi na granicy urbanizacji i cywilizacji, w krajobrazie. Za zagadnienie fundamentalne można uznać odpowiedź na pytanie, czym to bezpieczeństwo jest i jak je wykorzystywać. Dla nas, projektantów struktur krajobrazowych, element bezpieczeństwa staje się składnikiem architektury, a nawet narzędziem, którym się posługujemy, by osiągnąć obrany cel. Postrzegamy je zupełnie inaczej niż podczas standardowego projektowania budynków.

Zanim rozpoczniemy pracę nad projektem, dyskutujemy o tym, czego ludzie odwiedzający obiekt będą chcieli doświadczać oraz w jaki sposób to miejsce zostanie przez nich odebrane. Czy będzie im towarzyszyć odczucie braku bezpośredniego i pośredniego zagrożenia, czyli pełen komfort psychiczny? A może coś bardziej osobistego – emocje, które zawsze idą w parze z lekkim poczuciem niepewności, zaskoczenia? To, jak daną przestrzeń poczuje odbiorca, jest moim zdaniem bardzo subiektywne i z jednej strony wiąże się z jego poczuciem bezpieczeństwa, a z drugiej – z naszym poczuciem sprawczości.

Kiedy projektuje się obiekty krajobrazowe – punkty widokowe, trasy piesze w dzikim krajobrazie, atrakcyjne przejścia przez niedostępne tereny – zaspokojenie wymagań przestaje być całkowicie jednoznaczne. Nie oferujemy tu ciepłego, dobrze chronionego wnętrza, o odpowiednich parametrach akustycznych, w którym można wygodnie usiąść i nie obawiać się działania czynników zewnętrznych. W kontekście krajobrazowym osoba, która z własnej woli znajdzie się w zaprojektowanym przez nas miejscu, wykazuje chęć doświadczenia czegoś niezwykłego, przeżycia emocji innych niż odczuwane w typowym budynku. Użytkownik dopuszcza nagięcie zasad, jest gotowy na zaskoczenie, na nowy, nieznany scenariusz, na okoliczności, które dopuszczają brak bezpieczeństwa – wręcz tego oczekuje. Po prostu obowiązują tu inne reguły i uczestnik chce się im dobrowolnie poddać.

Schron górski; proj. 55Architekci; wiz. 55Architekci
Schron górski; proj. 55Architekci; wiz. 55Architekci

Wnętrze schronu górskiego; wiz. 55Architekci
Wnętrze schronu górskiego; wiz. 55Architekci

Czyli projektujecie, przewidując oczekiwania i zachowania użytkownika, choć z drugiej strony musi on być dostatecznie dojrzały, by z takiego miejsca skorzystać. To bardzo ciekawa sytuacja, gdzie komfort psychiczny odbiorcy zależy od granicy, której nie chce on już przekraczać.

Przy projektowaniu obiektów krajobrazowych aspekt bezpieczeństwa jest „wywracany na lewą stronę”. Użytkownik zmienia swoje oczekiwania w zależności od miejsca, które chce odwiedzić. Przebywając w enklawie przyrodniczej, ma prawo – przy jednoczesnym respektowaniu ograniczających go zasad – wykonywać kolejne czynności w ramach dopuszczalnych zachowań: stanąć, usiąść, cofnąć się albo pójść dalej. Architektura naszego autorstwa może wzbudzać emocje, a w pewnym stopniu nawet lęk, co jest oczywiście z góry zaplanowane. To pomaga w budowaniu poczucia samosterowności. Mamy przy tym świadomość, że projektowana przez nas substancja architektoniczna musi zapewniać dostęp do wszystkiego, co chcemy pokazać. Granica – również bezpieczeństwa – zostaje więc przesunięta, a proces projektowy wykracza poza standardowe myślenie.

Wygląda więc na to, że szeroko pojęte bezpieczeństwo może kreatywnie wspierać proces projektowy.

Mówimy tu o bardzo głębokim aspekcie doświadczania przestrzeni. Może się to wydać wyrachowane, ale bezpieczeństwo traktujemy jako narzędzie, istotny element „scenografii”. Aby przeżyć pewną sekwencję wydarzeń, użytkownik decyduje się na krótki pobyt w tym krajobrazie, a następnie znika. Budowanie napięcia, dynamiki jest tu pożądane, choć czasem staje w lekkiej sprzeczności z bezpieczeństwem.

Zagospodarowanie żwirowni w Rożnowie; proj. 55Architekci; wiz. 55Architekci
Zagospodarowanie żwirowni w Rożnowie; proj. 55Architekci; wiz. 55Architekci

Co Pan sądzi o powszechnie dziś budowanych wieżach widokowych? One też są elementami krajobrazu, choć niekiedy mało zrozumiałymi, sztucznymi i chyba niedającymi okazji do owego głębszego doświadczania?

To są konstrukcje obudowujące klatki schodowe, niosące pewne emocje związane z wchodzeniem, ze wspinaniem się na szczyt. Jednak uważam je za obiekty, które „wycinają” użytkowników z kontekstu otoczenia. Dotarcie do punktu, gdzie odwiedzający oczekują wrażeń, jest procedurą zbyt codzienną – wejście po schodach to przecież czynność, którą trudno nazwać wyjątkową. W rezultacie użytkownik trafia w miejsce zlokalizowane wysoko ponad terenem i zamiast cieszyć się bezpośrednim kontaktem z naturą, zostaje od niej oderwany. W takich okolicznościach jest już tylko biernym obserwatorem.

W naszej pracowni mamy dużo szacunku do działania w przyrodzie i nie projektujemy tego rodzaju obiektów. Sylwetka wieży często negatywnie wpływa na krajobraz – w kontekście oczekiwanego doświadczenia jest to emocjonalny i narracyjny fast food, okoliczność zastępcza, upraszczająca i spłaszczająca potencjalne przeżycie. Po drodze do celu można przecież doświadczyć mnóstwa zjawisk przyrodniczych, które są ciekawsze niż wyabstrahowany widok na wierzchołki drzew.

Wszystko, co projektujecie, musi być bezpieczne nie tylko dla ludzi, ale również dla przyrody otaczającej obiekt. Ta równowaga w Waszych realizacjach została już chyba zauważona i nagrodzona.

Próbujemy działać na obszarach, które nie są oczywistymi atrakcjami turystycznymi, pełnią funkcję dydaktyczną, informacyjną, przywracają znaczenie miejscom z drugiego planu. To pozwala odciążyć krajobraz od masowego ruchu turystów. Naszym celem jest stworzenie czegoś interesującego w mniej popularnym miejscu, do którego dotarcie wiąże się z większym wysiłkiem i zaangażowaniem. Często zdarzało nam się rozmawiać z inwestorami uważającymi, że u nich w lesie, na łące, nad jeziorem „nic nie ma”. A to jest nieprawda – wszędzie znajdzie się motyw, o którym można opowiedzieć i wokół którego zbudować narrację. Trzeba go tylko zauważyć i zechcieć pokazać światu. W takich okolicznościach architektura jest wolna, a przed nami otwiera się możliwość stworzenia wartościowej „atrakcji”, w ograniczonym stopniu ingerującej w przyrodę.

Przy podejmowaniu decyzji o realizacji istotną kwestią zawsze jest ogląd terytorium z szerszej perspektywy. Staramy się myśleć o interwencji architektonicznej, która pozwoli zaoszczędzić możliwie dużą część terenu, zachowa pustkę – przestrzeń. Przyroda jest dużo potężniejsza od człowieka, ale do ekspansji musi mieć miejsce, jej potęgę warto pokazać, a niekoniecznie ujarzmiać i podporządkowywać. Co więcej, odwrotne zjawisko – wchłaniania architektury przez przyrodę – stanowi dla nas równie interesujące zagadnienie. Większość naszych obiektów krajobrazowych powstała na obszarach poprzemysłowych, choć teraz jest to nie do odgadnięcia. Dziś użytkownicy czują się tam, jakby przebywali wśród dziewiczej natury. To efekt kilkunastu lat sukcesji przyrodniczej, która swoją siłą potrafi całkowicie zmienić istniejący świat. A my staramy się świadomie włączyć w ten proces.

Enklawa Przyrodnicza Bobrowisko (Dunajec-Poprad); proj. 55Architekci; fot. Wojciech Świątek
Enklawa Przyrodnicza Bobrowisko (Dunajec-Poprad); proj. 55Architekci; fot. Wojciech Świątek

Kolejny interesujący temat, który podejmują Państwo w swojej pracy projektowej, to schrony w krajobrazie naturalnym. Jak to wygląda w praktyce?

Małopolska Organizacja Turystyczna prowadzi działania, mające na celu znalezienie gmin i samorządów zainteresowanych stawianiem takich budowli, w których ludzie mogliby się schronić w czasie pieszych wędrówek. To jeszcze nie są realizacje, na tym etapie dysponujemy analizami, koncepcjami, projektami.

Idea schronów przywędrowała do nas z terenów, gdzie krajobraz bywa dużo bardziej wymagający, czyli z północnej części globu i z wysokich gór. Zadaniem takich obiektów nie jest zaoferowanie relaksu w wygodnym łóżku, ale zapewnienie schronienia przed wiatrem, mrozem, burzą lub przed nocą – w warunkach, które pozwolą przeczekać niekorzystny moment, przespać się, odpocząć, zjeść posiłek i pójść dalej – ale przede wszystkim przeżyć. Zaplanowanie całego systemu schronów współtworzących szlak byłoby korzystne również dla przyrody, ponieważ zabezpieczałoby okolicę przed dzikimi biwakami i niekontrolowanymi poczynaniami „turystów”. Rozwiązanie zyskałoby wartość w oczach osób zarządzających terenem i mogłoby stać się elementem kształtującym lokalną politykę.

Projektując schron, musimy wpisać go w szlak wędrowny, znajdujący się poza złożonymi strukturami osadniczymi, społecznymi czy infrastrukturą. Szlaki, które powstały przecież dawno temu, stanowiły zaczątek komunikacji, urbanizacji, były jednym z pierwszych narzędzi zarządzania przestrzenią przez człowieka. Wyznaczały trasę bezpiecznej wędrówki.

Dzisiaj również pełnią ważną funkcję. Udostępniają ludziom określone miejsca na konkretnych zasadach. I tak wracamy do kwestii kontroli i bezpieczeństwa, czyli elementów zarządzania.

Szlak jest też dyskretnym, anonimowym narzędziem dzielenia się doświadczeniem. Ktoś znalazł najlepszą trasę i pozostawił wskazówki dla kolejnych wędrowców, tak aby było im łatwiej.

I zagwarantował im dostęp do przestrzeni, w której można bezpiecznie funkcjonować. Podczas wędrówki najważniejsze jest to, co dzieje się po drodze, dlatego wszystkie projektowane przez nas obiekty krajobrazowe są elementami szlaku. O celu wiemy najwięcej, o drodze do niego – niewiele.

Leśne molo, Miejska Góra w Starym Sączu; proj. 55Architekci; fot. Wojciech Świątek
Leśne molo, Miejska Góra w Starym Sączu; proj. 55Architekci; fot. Wojciech Świątek

Schron w dziczy to również przeciwieństwo technologii, z którą mamy do czynienia na co dzień. Może jednak przyjdzie kiedyś moment, gdy ludzie będą wędrować z plecakiem od schronu do schronu, uznając to za najciekawszy sposób spędzania wolnego czasu.

Taka forma aktywności może znaleźć odbiorcę, który będzie chciał nabyć doświadczenie z pogranicza bezpieczeństwa. Schron – jako jeden z punktów na trasie – posłuży wtedy do przedłużenia wędrówki oraz czasu przeżywania towarzyszących jej przygód i emocji. To jest ciekawsze niż pakiet wygód zapewnianych przez hotel. Gdyby udało się stworzyć taki alternatywny system bytowania w przyrodzie na bazie schronów, byłaby to propozycja turystyki mniej agresywnej, mniej niszczącej, a bliższej naturze i nastawionej na kontemplację otoczenia.

Aby tak się stało, trzeba docenić samotność, z którą wiąże się wyprawa w pojedynkę czy nawet w małej grupie. Dzisiaj samotność nie jest zbyt popularna, a przecież stanowi ważny element naszego rozwoju, w którym architektura może pomóc.

Dzisiaj mamy do czynienia z zaburzeniem równowagi. Miejsca, które dawały wytchnienie, pozwalały na refleksję i wypoczynek, zaczynają się formalizować, wypełniać, zagęszczać. Nie jest to oczywiście pełny obraz rzeczywistości, ale trudno tym smutnym realiom zaprzeczyć. Wzorce miejskie są przenoszone na łono natury, ponieważ ludzie nie potrafią zrobić niczego innego. Tym samym wyrządzają krzywdę i sobie, i przyrodzie – często w imię błędnie pojmowanego bezpieczeństwa.


WOJCIECH ŚWIĄTEK

Architekt IARP; dr inż., absolwent Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej; współwłaściciel pracowni 55Architekci; autor i współautor nagradzanych projektów (wśród nich znajdują się m.in.: Enklawa Przyrodnicza Bobrowisko – nominowana do Nagrody UE im. Miesa van der Rohe w dziedzinie architektury współczesnej; Centrum Kultury i Sztuki im. Ady Sari w Starym Sączu – docenione Nagrodą Roku SARP 2023 za najlepszy budynek kultury); adiunkt na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej, prowadzi zajęcia z projektowania architektonicznego i urbanistycznego oraz z infrastruktury i komunikacji; prywatnie miłośnik natury i kultury, tata bliźniaczek.

rozumiem
Używamy plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Korzystając z tej strony wyrażasz na to zgodę.